Można by określić jako sympatię ludzi tzw. aparatu do wszystkich innych ludzi aparatu

Przez Bożena Ratter , 27/07/2026 [14:47]

Jeśli komuś, kto ma krew na rękach, podaje się rękę, to samemu ma się ręce zakrwawione”- hasło Szymona Wiesenthala dopominającego się o potępienie sprawców, rasistowskiego niemieckiego ludobójstwa.

"Na początku 1947 roku otrzymałem od władz Austrii miejsce na moje biuro w Linzu. Moim sąsiadem był niejaki dr Wasyl Stroncickij, który założył w 2. pokojach organizację dla uchodźców ukraińskich. Przedstawił się jako lekarz, który działał w Mostach Wielkich, popadł w konflikt z Niemcami i spędził 3 lata w niemieckich obozach koncentracyjnych. Utkwiło mi to w pamięci, bo nigdy nie spotkałem żadnego ukraińskiego więźnia politycznego. Ścisłe związki ukraińsko – niemieckie sprawiły, że ukraińscy więźniowie w obozach należeli do wyjątków i trafiali tam, gdy byli przyłapani na nielegalnym uboju lub pędzeniu bimbru.

Do mojego biura trafiło małżeństwo Weilerów z Mostów Wielkich, poszukujące swoich krewnych. W tym niewielkim miasteczku, w których żyło 1500 Żydów, Rosjanie po wkroczeniu mianowali burmistrzem Ukraińca i podporządkowali mu lokalną milicję ukraińską, wyróżniającą się nienawiścią do Żydów. Weilerowie opowiadali, że gdy weszli Niemcy „nijaki dr Stroncickij razem z policjantami wyciągał Żydów z mieszkań i prowadził do lasu zwanego Babka. Zmuszano ich do kopania dołów, stawania na brzegu i rozstrzeliwano tak długo, aż wszyscy legli w grobach. Ponoć po powrocie z lasu dr Wasyl Stroncickij cały był zbryzgany krwią”. (…) Po rozpoznaniu Stroncickijego przez małżonków Weilerów zadzwoniłem do policji w Linzu, przekazałem zeznanie Weilerów. Po godzinie był aresztowany a następnego dnia w „Linzer Tagblatt” ukazał się obszerny artykuł o sensacyjnym aresztowaniu.

(…) Po trzech dniach Stroncickij znajdował się już z powrotem na wolności i siedział w swoim biurze. Nie omieszkał oświadczyć mi ironicznym głosem, że zeznania Weilerów są pozbawione znaczenia, ponieważ Amerykanie nie dali im wiary. Od przyjaciół w CIC uzyskałem informację, iż jest on ważnym informatorem innej amerykańskiej placówki- Szymon Wiesenthal.

Wielokrotnie zastanawiałem się, do czego właściwie Amerykanom potrzebny był Stroncickij. Istniały bez porównania lepsze źródła wiadomości niż on. Przypuszczalnie udało się Stroncickiemu, tak jak poprzednio wobec Rosjan, a potem wobec Niemców, pokazać się Amerykanom we właściwym świetle, jako człowiek, który jest zdolny i gotowy wykonać każde postawione przed nim zadanie. Na przykład, zorganizować komitet przyjmujący Ukraińców, a następnie zbierać informacje od tych, którzy rzeczywiście coś wiedzą. Również takie zadanie, według mnie, można było powierzyć jakiemuś przyzwoitemu człowiekowi o przekonaniach antykomunistycznych.

Z pewnością istnieje jednak coś takiego, co można by określić jako SYMPATIĘ LUDZI TZW. APARATU DO WSZYSTKICH INNYCH LUDZI APARATU. Stroncickij oddziaływał na Bromberga zarówno posłuszeństwem, jak i efektywnością. W porównaniu z jego talentami organizacyjnymi - skłonność do mordowania ludzi zdawała się błahostką.

Nie pozostawało mi nic innego, jak poskarżyć się mojemu przyjacielowi z CIC na afront ze strony Bromberga. „Wiem - mówiłem - jak wielki jest wasz wkład w zwycięstwo w tej wojnie. Wiem, że nikt z nas by nie przeżył, gdybyście nas nie uwolnili. Dlatego nie mogę po prostu pojąć, że po tak krótkim czasie możecie ochraniać wielokrotnego mordercę tylko dlatego, że w jakiś sposób można go wykorzystać. Wierz mi, że wyrządzi on wam więcej szkód, niż przyniesie pożytku. Jeśli komuś, kto ma krew na rękach, podaje się rękę, to samemu ma się ręce zakrwawione”. (Prawo nie zemsta, Wspomnienia, str. 46)

Mój przyjaciel nie mógł i nie chciał temu zaprzeczyć. „Wczorajsi alianci - powiedział - nie są już obecnie aliantami. Zobaczysz, jak szybko czasy się zmienią. Niemcy potrzebni są przeciw Rosjanom. Samych dobrych Niemców jest za mało”. Dał mi jednak adres placówki w Gmunden , pod który powinienem się zwrócić. W Gmunden było bardzo uprzejmie i przyjacielsko. Kiedy już przeszedłem liczne posterunki austriackie i amerykańskie, przyjął mnie pewien sympatyczny młody człowiek, który zapewne uważał, że musi coś dobrego dla mnie zrobić, i zaprosił mnie na obiad. „Dziękuję - powiedziałem - nie odczuwam potrzeby jedzenia. Tym, czego potrzebuję, jest wasza pomoc, żeby utorować drogę sprawiedliwości.

To także nie wytrąciło mojego rozmówcy z równowagi. Chętnie wysłuchał mojego opowiadania o „przypadku Stroncickij”. Czekałem na jakąś reakcję. Była ona również przyjacielska i dawała nadzieję: „Zajmiemy się Stroncickim”. Były to ostatnie słowa, jakie w tej sprawie usłyszałem od Amerykanów. Stroncickij żyje prawdopodobnie w USA lub w Kanadzie pod zmienionym nazwiskiem, o co zatroszczyli się Amerykanie. Staliśmy wówczas na początku „zimnej wojny” i alianci zmienili priorytety. (Prawo nie zemsta, wspomnienia)

TEN SCHEMAT  SIĘ NIE ZMIENIŁ  OD 80 LAT.  Odpowiedzią na nasze polskie starania od kilkudziesięciu lat z hasłem ks. Tadeusza Isakowicza Zaleskiego „Nie o zemstę ale stanięcie w prawdzie wołamy” pozostają w sferze „zajmiemy się”.

W 2002 roku pisał Filip Adwent : zamiast podejmowania szlachetnego wyzwania mamy na co dzień z miernotą elit. Nie widać u sprawujących władzę w Polsce nawet odrobiny wolności” . Czy to jest powodem, czy wpływ CIC , czy mamy już tylko w rządzie samych Stroncickijch?

Jeśli komuś, kto ma krew na rękach, podaje się rękę, to samemu ma się ręce zakrwawione”- hasło Szymona Wiesenthala aktualne.

 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
Tadeusz Isakowicz