Takim wzrokiem patrzą już dziś na nas wszystkich..

Przez Bożena Ratter , 25/06/2026 [00:27]

22 czerwca 1941 roku, potężna machina wojenna III Rzeszy, jej sojuszników i satelitów, runęła na Związek Sowiecki na całej długości jego ówczesnych granic - od Bałtyku po Morze Czarne. Ukraińscy nacjonaliści 22 czerwca uznali za dzień, który „przejdzie do historii jako data o wyjątkowym znaczeniu” a ich rzecznik w Generalnej Guberni W. Kubijowycz zapewniał, że ukraińscy nacjonaliści będą „się modlić za fuhrera narodu niemieckiego i jego rycerskich żołnierzy”. Teraz wszystkie drogi prowadziły nacjonalistów ukraińskich do Lwowa. A we Lwowie?

Wspomina świadek: „22 czerwca. Od strony dworca usłyszeliśmy wybuchy jakby pocisków artyleryjskich albo bomb... W minutę albo dwie po tym, wybuchy rozległy się o wiele bliżej i usłyszeliśmy samoloty. Bomby... uderzyły gdzieś blisko, bo słyszeliśmy huk i walenie się murów, żelaza i szkła... miasto było bombardowane... są zabici i sporo rannych...

29 czerwca. Nacjonaliści ukraińscy wychodzą już z domów. Nie boją się nikogo, sowieci już się wycofali. Najbardziej rozgorączkowani są Żydzi, którzy nie tyle boją się Niemców, ile ukraińskich faszystów... Sąsiedzi nasi - ukraińscy nacjonaliści - takim wzrokiem patrzą już dziś na nas wszystkich, że można się domyśleć, co to by było, gdyby mogli działać swobodnie. (Edward Prus)

Niemiecki atak na ZSRS postawił na nogi w trybie alarmowym całą polityczną diasporę ukraińską. Nacjonaliści, „jak jeden mąż” wyrazili chęć powrotu do Małopolski Wschodniej, którą Stalin już, bez żadnego uzasadnienia historycznego i geograficznego, „przechrzcił” na „Zachodnią Ukrainę”. Wraz z Grupami Pochodnymi (Marszowymi) ciągnęli nacjonaliści niezorganizowani - pojedynczo lub po kilka osób. Wszyscy z kokardami lub opaskami sino-żółtymi wpatrzeni w batalion „Nachtigall”, który zdawał się im być awangardą Wehrmachtu i forpocztą ukraińskiego faszyzmu na Ukrainie,  i który wkroczył 29 czerwca wraz z czołowymi jednostkami Wehrmachtu na przedmieście Lwowa.

Werner Brockdorff w wydanej w Monachium w 1969 roku książce pt. Kolaboration oder Widerstatid, o żołnierzach „Nachtigall” pisze, że „kto w tych godzinach dostał się w ręce Ukraińców, tracił życie”. I dalej: „szli jak furiaci, wywrzaskując dziko z pianą na ustach dla dodania sobie buty i animuszu”.

We Lwowie „ptasznicy” rozpętali istny taniec śmierci mordując bestialsko Żydów, Polaków i domniemanych komunistów i do tego ludobójstwa zachęcając miejscowy motłoch oraz czerń chłopską z okolicznych wsi. Jest na ten temat spora już literatura. Aleksander Korman w książce wydanej w Londynie 1990 roku: „Nachtigallowcy wyprowadzali z domów komunistów i Polaków, których prosto wieszali na balkonach... gdy aresztowany wychodził z korytarza, za drzwiami dostawał uderzenie młotkiem w skroń. Aresztowany padał a Ukrainiec, który stał obok uzbrojony w karabin z bagnetem, przekłuwał mu serce i brzuch... 

Czym były bataliony „Nachtigall” i „Roland”?

Jeszcze przed wybuchem wojny Niemiec przeciwko Związkowi Radzieckiemu powstał pułk Abwerhy specjalnego przeznaczenia „Brandenburg 800” (po 1943 dywizja Brandenburg), specjalne zgrupowanie dywersantów, członków ekspedycji karnych, zbrodniarzy, sformowane z kondotierów nie niemieckich narodowości a „Nachtigall” i „Roland” to jego bataliony. Specjalny batalion Abwehry „Nachtigall” („Słowik”, „Nocny ptak”) imienia S. Bandery, był sformowany w marcu-kwietniu 1941 roku spośród banderowców. Przechodził przeszkolenie wojskowe w Neuhammer. Politycznym kierownikiem batalionu był Teodor Oberlaender, Oberfuhrer SS, dowódcą batalionu ze strony ukraińskiej -kapitan Roman Szuchewycz. Batalion specjalny Abwehry „Roland” imienia E. Konowalca i S. Petlury był sformowany w kwietniu 1941 r. spośród banderowców, melnykowców, petlurowców i hetmańców i przechodził przeszkolenie wojskowe w Saubersdorfie w pobliżu Wiednia. (Wasilij Masłowśkij 1992r.)

Rzeczywiście, jest na ten temat spora już literatura od 1945 roku, uzupełniana latami kolejnymi polskimi badaniami i dokumentami , ale to nie ona jest podstawą do zaprezentowania światu stosunków polsko ukraińskich i ogromu kolaboracji i zbrodni.

Podstawą jest mataczenie „ekspertów” „doradców” „naukowców” „polityków” w imieniu nacjonalistów ukraińskich, używanie od 1991 roku eufemizmów : „konflikt” „walki bratobójcze” „wojna polsko ukraińska”„usuwanie Polaków z naszych ziem”, „działania przeciwko Polakom”, „wydarzenia wołyńskie”, „wydarzenia w Galicji Wschodniej”, „ „wojna domowa”, „krwawy konflikt, który rozgorzał” itd.

Można też inaczej, więcej socjotechniki : „Nie ma czegoś takiego w sensie substancjalnym jak jedna historia, w praktyce mamy do czynienia z „różnymi narracjami” na tematy historyczne - Marek Budzisz przestrzega przed maksymalizmem historycznym ( tzn. dopominaniem się rozliczenia ukraińskiego ludobójstwa (sic!)), gdyż może to być przeszkodą w osiągnięciu wspólnej wykładni (?). Sterowanie procesem dążenia do wspólnego (sic!) poglądu na historię– kontynuuje Marek Budzisz - powinno uwzględnić pozytywne sygnały dochodzące z Ukrainy, np. wypowiedź Wiatrowycza, odwołującego się do wspólnego uderzenia OUN i WIN na więzienie UB w Hrubieszowie jako elementu łączącego. Następuje pewna ewolucja myślenia o przeszłości , w panteonie narodowym Ukrainy jest Bandera, Szuchewycz itd. ale nie ma Doncowa, co wydaje mi się być pozytywną zmianą – kontynuuje Marek Budzisz.

Zupełnie innego zdania jest pani Ewa Siemaszko opisująca zachowanie Wiatrowycza w 2016 roku:

W ostatniej chwili szef ukraińskiego IPN Wołodymyr Wiatrowycz zmusił ukraińskie władze do odwołania uroczystości upamiętnienia dwóch cichociemnych, którzy zajmowali się antyniemiecką dywersją na Kresach Wschodnich. Lokalne władze nie stawiały żadnych trudności, były pozytywnie zaangażowane w upamiętnienie. Incydent z zablokowaniem upamiętnienia cichociemnych pokazał obecną dominację silnie nacjonalistycznego ducha państwa ukraińskiego. Szef ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej (od 2 lat, a wcześniej szef Archiwum Bezpieczeństwa Ukrainy) cały czas od ukończenia studiów pracował nad wykreowaniem kultu OUN-UPA, z aprobatą dwu prezydentów Juszczenki i Poroszenki. Dzięki obecnemu prezydentowi kult ten stał się obowiązującym państwowym mitem szlachetnej walki o niepodległość, którego nie można mącić oskarżeniami o ludobójstwo czy jakiekolwiek zbrodnie, bo można zostać ukaranym.

Ciekawy jest też argument dr Przemysława Żurawskiego vel Grajewskiego : „Bandera siedział w Sachsenhausen i nie był sprawcą rozkazodawczym rzezi wołyńskiej”. No cóż, Marks leża w grobie już w XIX wieku , gdy "wdrożenie"  jego komunistycznej ideologii przyniosło w XX wieku ludobójstwo 100 milionów.