30 stycznia 2026 roku w siedzibie SDP w Warszawie odbyła się debata "Trump, gołąbek pokoju czy demon wojny? Cenzura w sieci, czy nam zabronią mówić jak jest?", prowadzona przez Annę Popek, w której wzięli udział: Adam Wielomski, Rafał Ziemkiewicz, Paweł Lisicki, Agnieszka Hajdasz i Piotr Szlachtowicz.

Spotkanie rozpoczęło się w atmosferze podsumowania burzliwego roku 2025. Prowadząca Anna Popek nakreśliła tło polityczne i społeczne ostatnich dwunastu miesięcy: od komisji śledczych i zatrzymania Zbigniewa Ziobry, przez protesty rolników przeciw Zielonemu Ładowi i importowi z Ukrainy, aż po wybory prezydenckie wygrane przez Karola Nawrockiego i narastający konflikt między Pałacem Prezydenckim a rządem Donalda Tuska. Zarysowała też obraz Polski targanej sporami o budżet, migrację, wielkie inwestycje jak CPK i atom oraz o to, czy państwo nie wchodzi na ścieżkę coraz twardszej kontroli nad obywatelami.
Najmocniej pierwsza część rozmowy skupiła się na losie polskich rolników w obliczu umowy Mercosur i polityki Unii Europejskiej. Piotr Szlachtowicz mówił o tym bez ogródek i z wyraźnym pesymizmem. Jego zdaniem rolnicy obudzili się za późno, a decyzje już zapadły w Brukseli i w korporacyjnych gabinetach. W jego obrazie przyszłości polska wieś jest skazana na wymarcie, bo wielkie koncerny żywnościowe, które wcześniej przejęły Amerykę Południową i Ukrainę, przejmą także Europę. Szlachtowicz nie krył emocji: mówił o „śmierci polskiego rolnika” i o tym, że ojcowizna zostanie wykupiona przez globalny kapitał. Pozostawiał tylko jedną, niemal religijną nadzieję – że wydarzy się cud.
Rafał Ziemkiewicz nie tyle polemizował z tą diagnozą, co próbował ją osadzić w szerszym obrazie. Uważał, że nie da się już patrzeć na politykę wyłącznie przez pryzmat państw, bo prawdziwymi graczami stały się globalne korporacje, których budżety przewyższają budżety wielu krajów. W jego wizji ideologie – ekologia, woke, polityka klimatyczna, masowa migracja – są narzędziami w rękach tych potężnych struktur, bo każda z nich przynosi im zyski albo chroni ich interesy. Rolnictwo, jako warstwa ludzi niezależnych i posiadających własność, jest dla tej logiki przeszkodą, więc musi zostać zmiażdżone. Jednocześnie Ziemkiewicz zaznaczał, że świat wchodzi w fazę chaosu: zbyt wiele kryzysów nakłada się na siebie – rolnictwo, migracja, deindustrializacja, energetyka – i nawet europejskie elity nie będą w stanie wszystkiego kontrolować. W tym sensie bunt rolników może nie wygrać sam, ale stanie się częścią większej fali sprzeciwu.
Anna Popek próbowała skonfrontować ten obraz z deklarowaną przez elity troską o ekologię. Pytała, jak można ludziom wytłumaczyć, że rzekomo „zielone” jest sprowadzanie żywności z drugiego końca świata zamiast produkowania jej lokalnie. Ziemkiewicz odpowiadał z gorzką ironią: narracje zawsze można stworzyć, a jeśli ludzie chcą w coś wierzyć, uwierzą nawet w najbardziej sprzeczne z logiką opowieści.
W tym momencie rozmowa zeszła na drugi główny temat spotkania – wolność słowa i rosnące represje wobec dziennikarzy i obywateli. Jolanta Hajdasz, jako szefowa Centrum Monitoringu Wolności Prasy SDP, mówiła o tym z wyraźnym oburzeniem. Sprawa pani Izy z Torunia, skazanej za wpis o Jerzym Owsiaku, była dla niej symbolem nowego etapu represji: pół roku więzienia w zawieszeniu za emocjonalny komentarz w internecie uznała za rażące pogwałcenie standardów wolności słowa. Podkreślała, że kobieta nie podjęła żadnych realnych działań, by kogokolwiek skrzywdzić, a mimo to potraktowano ją jak groźnego przestępcę.
Hajdasz pokazywała, że to nie jest jednostkowy przypadek. Przywoływała sprawę Mateusza Teski, dziennikarza skazanego karnie za samo wysłanie maila z pytaniem do instytucji publicznej, oraz wyroki wobec Samuela Pereiry, Sławomira Jastrzębowskiego i Jerzego Jachowicza. Jej obraz był jednoznaczny: artykuł 212 kodeksu karnego stał się batem na dziennikarzy, bo pozwala karać więzieniem lub grzywnami za rzekome zniesławienie. Co gorsza, nawet próby solidarnej pomocy – jak zbiórki dla rodzin skazanych – bywają blokowane przez platformy finansowe, co w jej oczach jest kolejną formą cenzury i presji.

Paweł Lisicki dopełniał ten obraz z innej strony. Jego pesymizm nie dotyczył tylko obecnego rządu, lecz całej klasy politycznej. Przypominał, że w Polsce nie rozliczono ani polityki covidowej, ani Zielonego Ładu, ani decyzji, które doprowadziły do zamykania kopalń czy oddawania suwerenności Brukseli. Wskazywał na hipokryzję elit: politycy obiecują, że zniosą represyjne przepisy, takie jak artykuł 212, a gdy tylko dojdą do władzy, zostawiają je w spokoju, bo okazują się dla nich zbyt wygodne. W jego ocenie społeczeństwo przyzwyczaiło się do braku odpowiedzialności władzy, do tego, że nikt nigdy nie mówi „pomyliłem się”.
W tle tych wypowiedzi Piotr Szlachtowicz dodawał gorzką uwagę, że dzisiejsze represje nie spadły z nieba – zaczęły się już w czasie pandemii, kiedy za zadawanie niewygodnych pytań władza potrafiła wysyłać służby. Jego zdaniem obecne ofiary systemu często same wcześniej go wspierały, gdy uderzał w innych.
Wątek Donalda Trumpa pojawił się jako symbol pęknięcia dotychczasowego porządku.
Rafał Ziemkiewicz mówił, że jego zwycięstwo było „cudem” w sensie politycznym – skutkiem nieprzewidywalnych zdarzeń i zmęczenia elitami. Trump został przedstawiony jako ktoś, kto wyłamał się z globalnej, liberalno-korporacyjnej logiki i dlatego budzi taką nienawiść establishmentu.
Paweł Lisicki użył Trumpa w innym kontekście: wskazał, że to właśnie administracja Trumpa wycofała USA z WHO, uznając politykę covidową za błędną i szkodliwą. Dla Lisickiego był to dowód, że na Zachodzie można się jednak przyznać do błędu i zmienić kurs, podczas gdy w Polsce nikt z elit covidowych ani klimatycznych tego nie zrobił.
Trump był więc w debacie punktem odniesienia do pytania o suwerenność, odwagę w łamaniu dogmatów i możliwość odwrócenia globalnych trendów, których Unia Europejska – zdaniem panelistów – broni nawet wtedy, gdy prowadzą do katastrofy.
Cała rozmowa układała się w spójną, choć ponurą diagnozę. Rolnicy, dziennikarze i zwykli obywatele znaleźli się w podobnej sytuacji: są rozproszeni, słabi instytucjonalnie i wystawieni na nacisk potężnych struktur – czy to unijnych, czy korporacyjnych, czy państwowych. Jedni, jak Szlachtowicz, widzą w tym niemal nieuchronną katastrofę. Inni, jak Ziemkiewicz, dostrzegają w chaosie także szansę na bunt. Hajdasz apeluje o solidarność i obronę wolności słowa jako ostatniej linii oporu. Lisicki natomiast przypomina, że bez rozliczeń i odpowiedzialności żadna realna zmiana nie będzie możliwa.
Spotkanie nie przyniosło prostych odpowiedzi ani optymistycznych prognoz. Zostawiło raczej wrażenie, że Polska – podobnie jak cała Europa – stoi na rozdrożu, gdzie ważą się losy zarówno bezpieczeństwa żywnościowego, jak i wolności mówienia tego, co się naprawdę myśli.
Relacja wideo: Michał KK