Spotkanie klubue Ronina, które odbyło się w kawiarni Agere Contra 3 lutego 2026 toku składało się z dwóch części. W pierwszej części polityczny przegląd minionego tygodnia przedstawił Józef Orzeł, gościem drugiej części był prof. Andrzej Nowak - historyk, autor wielotomowych "Dziejów Polski" .
cz. 1 - Przegląd Tygodnia Józefa Orła
Szef klubu Ronina zarysował świat jako wchodzący w „ciekawe czasy”, czyli epokę narastającego chaosu i brutalnej gry mocarstw.

W pierwszej części skupił się na inicjatywach międzynarodowych, przede wszystkim na pomyśle nowej Rady Pokoju – nieformalnego gremium wielkich mocarstw – oraz na koncepcji tzw. E6, czyli sześciu najważniejszych państw Unii Europejskiej. Jego ocena była jednoznacznie sceptyczna. Uważał, że Polska na tym może tylko stracić: albo nowa rada okaże się całkowicie nieskuteczna, bo mocarstwa się nie dogadają, albo – co gorsza – stanie się klubem, w którym USA, Chiny i Rosja będą próbowały dogadywać się ponad głowami reszty świata. W przypadku E6 Orzeł widział w tym głównie narzędzie dominacji Niemiec i Francji. Polska, jego zdaniem, miałaby tam raczej rolę kelnera niż współgospodarza, a „wspólne zbrojenia” czy „wzmocnienie euro” oznaczałyby realnie transfer pieniędzy i wpływów na Zachód, kosztem krajów takich jak Polska. Z tej perspektywy projekt E6 był dla niego zagrożeniem nie tylko gospodarczym, ale i geopolitycznym, bo osłabiał ideę Międzymorza i wciągał Polskę w konflikty z państwami regionu.
Wątek Chin przewijał się przez całe spotkanie. Orzeł polemizował tu pośrednio z tezami Jacka Bartosiaka i środowiska Strategy & Future, krytykując myślenie, że Chiny mogą w jakikolwiek sposób zastąpić USA jako gwaranta bezpieczeństwa. W jego ujęciu Chiny są zimnym, merkantylnym graczem: interesuje je handel, inwestycje i dostęp do surowców, a nie bezpieczeństwo partnerów. Przywoływał wypowiedzi profesora Marcina Jakobiego, cytowane w rozmowie z Karoliną Pajączkowską, według których Pekin nie zamierza umierać za Ukrainę ani stawiać się Rosji – najwyżej będzie się przyglądał i próbował robić interesy z obiema stronami. W tym sensie Orzeł uznawał iluzję „chińskiego parasola” za niebezpieczne złudzenie.
Na sali padło pytanie o Indie, Japonię i Koreę Południową. Zdaniem Józefa Orła, te państwa prowadzą znacznie bardziej wyrafinowaną grę niż Europa. Japonia i Korea, choć handlują z Chinami, traktują je jako realne zagrożenie i dlatego zbroją się i trzymają USA jako nie do końca pewnego, ale koniecznego partnera. W tym porównaniu Polska – jak gorzko zauważył – znajduje się w podobnej sytuacji, tylko bez tej samej jakości elit i kultury strategicznej.
Dużo emocji wzbudził wątek Ukrainy i wypowiedzi Wołodymyra Zełenskiego w Wilnie, gdzie sugerował, że Ukraina może stać się regionalnym gwarantem bezpieczeństwa dla państw bałtyckich i regionu Międzymorza. Orzeł uznał to za przełomowe i jednocześnie niepokojące: jego zdaniem Polska, prowadząc chaotyczną i niekonsekwentną politykę, oddaje w ten sposób przywództwo w regionie Ukrainie, która – po wojnie – będzie miała największą, zahartowaną armię i coraz lepsze relacje z Zachodem. W tle pojawiło się pytanie, czy Ukraina realnie jest w stanie obronić państwa bałtyckie i co w zamian będzie chciała od regionu.
Kolejnym tematem była migracja i narastające konflikty wokół niej. Orzeł z niepokojem mówił o Stanach Zjednoczonych, gdzie starcia wokół służb migracyjnych i miast–„sanktuariów” zaczynają przybierać formę quasi-wojny politycznej. W jego ocenie istnieje realne ryzyko, że konflikt między administracją Trumpa a wielkimi miastami może wymknąć się spod kontroli. Podobnie krytycznie patrzył na Europę, zwłaszcza na Hiszpanię, gdzie – jak relacjonował po pytaniu z sali – lewicowi politycy wprost wzywają migrantów, by pomogli im „przegłosować faszystów”. W jego interpretacji był to dowód, że migracja staje się narzędziem świadomej przebudowy społeczeństw i systemów politycznych.
Z tym łączył się wątek kontroli i autorytaryzmu. Orzeł ostro krytykował zarówno unijne, jak i polskie pomysły regulowania internetu „w imię ochrony dzieci”, widząc w nich pretekst do powszechnej inwigilacji. Przywoływał francuską filozof Chantal Delsol, która podobne tendencje na Zachodzie nazywała marszem ku miękkiemu autorytaryzmowi. W jego narracji Zachód coraz bardziej upodabnia się do Chin w sposobach kontroli społeczeństwa, choć używa innych haseł.
W polskiej części spotkania najmocniej wybrzmiała krytyka rządu Donalda Tuska. Józef Orzeł wskazywał na Krajowy System e-Faktur jako przykład państwa, które chce mieć pełną wiedzę o prywatnej działalności gospodarczej obywateli, łamiąc – jego zdaniem – fundamentalną zasadę cywilizacji łacińskiej o oddzieleniu sfery publicznej i prywatnej. Zwracał też uwagę na nadchodzące koszty ETS2, które według niemieckich analiz mogą sięgać kilku tysięcy złotych rocznie na osobę, oraz na narastające protesty górników i rolników, które mogą być zarówno efektem nieudolności rządu, jak i jego cynicznej strategii.
Wątek Patryka Jakiego i Grzegorza Brauna wprowadził element sporów na prawicy. Jaki ostrzegał, że nowe formacje – w tym partia Brauna – mogą odebrać PiS-owi kluczowe głosy i utrzymać Tuska przy władzy. Orzeł przyznał, że prywatnie myśli podobnie, a nowe partie polityczne traktuje z podejrzliwością, widząc w nich często narzędzia rozbijania prawej strony sceny.
W czasie spotkania Józef Orzeł łączył globalne procesy – rywalizację mocarstw, migrację, autorytarne tendencje – z bieżącą polską polityką, pokazując je jako elementy jednego kryzysu cywilizacyjnego. Wypowiedzi z sali – pytania o Indie, Hiszpanię czy rolę Patryka Jakiego – tylko wzmacniały wrażenie, że uczestnicy widzą świat jako pole coraz ostrzejszej, niemal egzystencjalnej walki politycznej, w której Polska, Europa i Zachód stoją na niebezpiecznym rozdrożu.
Wieczór Autorski prof. Andrzeja Nowaka – 7. Tom Dziejów Polski
Gospodarz szef klubu Ronina józef Orzeł zapowiedział gościa w kontekście siódmego tomu „Dziejów Polski”, a sam prof. Nowak od razu zaznaczył, że nie chce zatrzymać się na XVIII wieku, lecz potraktować go jako punkt wyjścia do opowieści o trwającym do dziś procesie „upadania i powstawania” Rzeczypospolitej.

Profesor zarysował wizję dziejów Polski jako historii nieustannego podboju – nie tylko militarnego, ale przede wszystkim duchowego. Punktem odniesienia stała się dla niego chasydzka opowieść o rozmowie księcia Adama Jerzego Czartoryskiego z Izraelem z Kozienic, w której pada zdanie, że prawdziwa władza to władza nad duszą narodu i że można ją zdobyć tylko wtedy, gdy sam naród ją odda. Nowak uczynił z tego zdania klucz do całego swojego wywodu: zaborcy, a później systemy totalitarne i ideologie nowoczesności nie tyle chcą Polskę pokonać, ile ją „oduczyć samej siebie”.
Najmocniejszą częścią wykładu była analiza „Dzienników” Marii Dąbrowskiej. Prof. Andrzej Nowak pokazywał ją jako osobę wewnętrznie rozdwojoną: z jednej strony uczestniczkę oficjalnego życia stalinowskiej Polski, z drugiej – kogoś, kto w prywatnych zapiskach bezlitośnie obnażał mechanizmy sowieckiego zniewolenia. Dąbrowska, w jego interpretacji, widziała, że kluczową metodą komunizmu nie jest tylko terror, ale fałszowanie historii i zastępowanie faktów komentarzem ideologicznym. Kiedy pisała o filmach, pomnikach czy radiu, chodziło jej zawsze o to samo: o odbieranie Polakom prawa do własnej pamięci i własnej opowieści o sobie.
Historyk nie zatrzymał się jednak na stalinizmie. Pokazywał, że po 1956 roku ten sam proces przybrał łagodniejszą, „zachodnią” formę – modernizacji i wstydu z powodu własnej historii. W tym miejscu przywołał słowa Ernesta Brylla, w których Zachód, elity i media uczą Polaków, że ich dzieje są „nudą i zerem”, a prawda o wojnie i komunizmie ma zostać zastąpiona wygodniejszą narracją. Jego zdaniem to właśnie wtedy sowietyzacja została zastąpiona przez nową formę kolonizacji kulturowej: przez pogardę wobec własnej tradycji w imię bycia „nowoczesnym”.
W drugiej części wystąpienia profesor przeszedł do współczesności i mówił już wprost o mediach, filmach i polityce. Widział w nich kontynuację tego samego mechanizmu, który opisywała Dąbrowska: Polacy są przedstawiani jako sprawcy i brudni prowincjusze, a nie jako ofiary wielkich systemów przemocy. Jako przykład podał filmy, seriale i bieżące kampanie medialne, które – w jego przekonaniu – nie tyle szukają prawdy, ile budują emocjonalne skojarzenia mające złamać opór i zmusić ludzi do rezygnacji z własnej tożsamości. Szczególnie ostro mówił o metodzie insynuacji, w której zamiast dowodów tworzy się łańcuchy skojarzeń mające kogoś moralnie unicestwić.
W dyskusji po wykładzie ton nieco się zmienił. Jeden z uczestników zauważył, że mimo wszystko polska „dusza” nie została stracona, skoro w kolejnych pokoleniach pojawiają się ludzie zdolni do oporu. Inny – odwołując się do Soboru w Konstancji – mówił, że czasem trzeba po prostu protestować „ręką i gębą”, czyli czynem i słowem. Prof. Nowak podjął ten wątek i wyraźnie zaznaczył, że – wbrew pesymizmowi – widzi w ostatnich wydarzeniach politycznych w Polsce (zwłaszcza w wyborze prezydenta) sygnał przełomu: znak, że społeczeństwo nie chce kapitulować i że konformizm elit został zachwiany.
Pojawiły się też pytania ostrzejsze, dotyczące Rosji i „stronnictwa moskiewskiego”. Jeden z rozmówców pytał, jak profesor widzi dziś tych, którzy w różny sposób chcą układać się z Moskwą – od środowisk liberalnych po radykalnych polityków. Historyk odpowiadał, że najgroźniejsi nie są ci jawnie prorosyjscy, lecz ci, którzy realizują w Polsce politykę pogardy wobec własnego państwa i własnej historii, bo to dokładnie odpowiada interesom każdego zewnętrznego hegemona.
Na koniec atmosfera stała się bardziej osobista. Jedna z osób wspominała rozmowy po Smoleńsku, w których próba dociekania prawdy była zbywana strachem przed „wojną”. prof. Nowak skomentował to gorzko, widząc w tym kolejną formę szantażu emocjonalnego, który ma ludzi uciszyć i zmusić do rezygnacji z myślenia.
Całe spotkanie miało więc charakter nie tyle akademickiej prelekcji, ile moralno-politycznego apelu. Profesor Nowak, odwołując się do Dąbrowskiej, Brylla i chasydzkiej przypowieści, przekonywał, że Polska zawsze stoi przed tym samym wyborem: albo odda „duszę” w zamian za wygodę i spokój, albo będzie uparta, czasem samotna, ale wolna. A głosy z sali – choć różniły się w tonie – w gruncie rzeczy krążyły wokół tego samego pytania: czy dzisiaj mamy jeszcze odwagę powiedzieć „nie” temu procesowi.