ODBIERANIA MŁODZIEŻY PODSTAW DO MÓWIENIA PRAWDY

Przez Bożena Ratter , 30/12/2025 [00:41]

Tomasz Lis dziwi się, że do telewizji przychodzą ludzie, którzy mówią rzeczy NIE UZGODNIONE. Uważa, iż wolność wypowiedzi ma swoje granice. TO JUŻ BYŁO. Wiosną 1977 r. cenzor Tomasz Strzyżewski przemycił do Szwecji kopię tajnej „Księgi zapisów i zaleceń” dla CENZURY. Jej treść wstrząsnęła nie tylko Stefanem Kisielewskim, który pisał- 

Ci ludzie wszystko wiedzą o swoich zbrodniach i bzdurach, to są cynicy najwięksi, jacy istnieją, groza wieje z tego dokumentu”.

Pisał też Jerzy Michotek w 1989 - Przypominam sobie przedwojenne powiedzenia -"Murowana prawda-w gazecie pisali!" lub "Mur-beton! W radio sam słyszałem".  Dziś ten sam człowiek powie wam bez zmrużenia oka w TV, że np. na ulicę w tym a tym mieście wyszło 2000 osób, mimo że tydzień temu podał liczbę paruset, a za trzy tygodnie oznajmi: Jak mówiłem, było tam około 8000 osób.

...Przerażająca jest obecna metoda ODBIERANIA MŁODZIEŻY PODSTAW DO MÓWIENIA PRAWDY : kłam, jeśli chcesz utrzymać się na powierzchni i nie uchodzić za niedorozwiniętego. W ten sposób z "intelegentnego kłamstwa " robi się sposób na życie. Z tego samego kłamstwa, które w naszym domu rodzinnym , w naszym mieście było błędem niewybaczalnym. Wytłumaczalnym jedynie przez tchórzostwo i szubrawstwo. (Jerzy Michotek Tylko we Lwowie). 

Reforma 26 Kampus Jutra jest tego  dalszym ciągiem, ODBIERANIA MŁODZIEŻY PRAWA  DO POZNANIA  PRAWDY i otumanianie lewacką propagandą łącznie z nauką donoszenia na rodzinę, co już zostało zaprezentowane w rozprowadzanej w szkołach ankiecie. 

Mamy do czynienia z dziennikarstwem, które jest WENTYLOWE. Kierunkuje pewien przekaz, a my dajemy się pokierować psychologicznymi sztuczkami. Działania są ukierunkowane wg zasady -kto płaci ten wymaga - dr Sławomir Ozdyk komentuje w programie P.S.TV rozmowę w Kanale Zero Arlety Bojke, autorki wypowiedzi, iż „banderyzm nie jest antypolski”. 

NIE ZOSTAŁY UZGODNIONE PRZED PROGRAMEM wypowiedzi o rozbrajaniu Polski kosztem pomocy Ukrainie, o niekontrolowanym przepływie pieniędzy polskiego podatnika (5% PKB ) na rzecz malwersacji i powstawaniu fortun nie tylko oligarchów ukraińskich, ale i rządu ukraińskiego.    

OD LAT CENZURA jako narzędzie większości polityków, mediów, naukowców , pisarzy  ZAKŁAMUJE POLSKOŚĆ DZIEDZICTWA KULTUROWEGO tworzonego przez 1000 lat na Ziemiach Wschodnich  Rzeczypospolitej I i II (część to obecna Ukraina) . 

Sławomir Nicieja opowiedział w 2015 roku o swoim spotkaniu autorskim w STANISŁAWOWIE. Obecny w grupie słuchaczy Prawego Sektora, znający biografię profesora, zadał pytanie -  Panie Nicieja, czemu pan z uporem maniaka od 40 lat zajmuje się NASZYMI MIASTAMI. Pisze pan o Tarnopolu, Kamieńcu, Stanisławowie, Lwowie, nie ma pan innych miast, czemu nie pisze pan o Opolu, Dzierżoniowie? Dostał potężne brawa. 

Jaka była odpowiedź profesora? „Proszę pana, JA NIE PISZĘ O WASZYCH MIASTACH, JA JESTEM HISTORYKIEM POLSKIM I PISZĘ O HISTORII POLSKI. 

A tym się Polska wyróżnia w tyglu europejskim, że na przestrzeni 1000 lat istnienia miała pulsujące granice. Inny kształt miała w czasach Piastów, inny w czasach Jagiellonów gdy sięgała od morza do morza, był czas kiedy jej nie było bo wcielono ją do Rosji, Austrii, Niemiec. Był czas gdy się odrodziła i miała granice na Zbruczu i Dniestrze a wtedy Odra płynęła przez środek Polski. 

I jeśli wymaga Pan, abym pisał historię w granicach obecnego państwa polskiego to namawia mnie pan abym wyciął sobie trzy czwarte mózgu, bo tam urodził się Moniuszko, Kościuszko, Słowacki, Piłsudski, Mickiewicz, Zapolska, Herbert, … i wielu innych luminarzy światowej nauki, przedsiębiorczości, przemysłu i rolnictwa, kultury, sztuki i tożsamości narodowej.

Te wspaniałe, przedwojenne szkoły, uczelnie świeckie i prowadzone przez zakony, ziemianie, krzewiący nowoczesne metody uprawy i hodowli, polskie rody, mecenasi nauki i kultury, na których zbiorach kształtował się smak i wiedza pokoleń, ta wspaniała pomoc społeczna świadczona przez nich różnym grupom narodowościowym. Ten optymizm i wiara i umiłowanie do wspaniałego POLSKIEGO KRAJOBRAZU. Ta pogoda ducha, wspaniały, inteligentny humor, czy tzw. kindersztuba, którą się ma niezależnie od wykształcenia. Szacunek i wrażliwość na drugiego człowieka.

Co innego mówili przedstawiciela MKiDN  na pytanie o zabezpieczenie polskiego dziedzictwa  w 2022 roku - chcę wyraźnie powiedzieć, że takie działania jak RATOWANIE UKRAIŃSKICH (sic!) DÓBR KULTURY mogą być podjęte na wyraźną PROŚBĘ UKRAIŃSKIEGO RZĄDU.

Dziedzictwo I i II RP to nasi znakomici Rodacy wywodzący się również z tej części Rzeczypospolitej. 

Był we Lwowie sklep Scott i Pawłowski przy Akademickiej 5. “Tuż przy firmie obuwniczej „Sales", w której cena jednej pary butów przerastała inżynierską pensję. W ogóle cały ten ciąg sklepów i firm na tym odcinku, łącznie z nowym gmachem Sprechera, czynił z Akademickiej coś w rodzaju paryskiej St. Honore, gdzie zaopatruje się wyłącznie finansowa elita, bo ceny były niebotyczne niby sam drapacz chmur Sprechera. Tuż za kinem „Europa",  konfekcja męska Górniaka i Chruszczewskiego. Dalej firma Bieńkowskiego z bronią myśliwską i amunicją, sklep optyka Pirkla, elektrotechniczny Braci Borkowskich, salon Trandla z motocyklami... A pomiędzy nimi właśnie sportowy sklep Scott i Pawłowski. To się tak łatwo mówi: sklep sportowy. W pojęciu dzisiejszej generacji sklep sportowy służy do nabycia rakiety albo adidasów. U Scotta i Pawłowskiego było wszystko: od piłeczki pingpongowej do sześciocylindrowej Alfy Romeo.

 I ten handlowy rozmach! Bywało, że Scott i Pawłowski sprowadzali specjalnie z Zakopanego Stanisława Marusarza, który chadzał akurat w glorii triumfatora FIS-u. Jedynym zadaniem Marusarza było stać w otwartych drzwiach zakładu, aby przyciągać klientelę. Taki ówczesny żywy neon reklamowy- pisał Jerzy Janicki

Georg Scott po ukończeniu studiów geologicznych w Toronto przybył do Europy w poszukiwaniu pracy, i po podpisaniu w 1896 roku kontraktu z wysłannikiem rządu austriackiego, Perkinsonem, wiercił dla Spółki Akcyjnej „Fanto" we wsi Ropienka. Po wygaśnięciu kontraktu kupił kilka pól koło Ropienki i wiercił na własną rękę. 

Georg Scott tak rozsmakował się nie tylko w wierceniu ropy, ale i w Polsce w ogóle, że mówił językiem Reja i Kochanowskiego jak rodzimym, ożenił się z panną Marią Pawłowską, a rząd Jego Królewskiej Mości ustanowił go konsulem w stołeczno-królewskim mieście Lwowie. W ogóle wszyscy galicyjscy Scottowie zelwowiaczyli się i spolszczyli na całego: starsza siostra pana konsula wyszła za mąż za adwokata Eugeniusza Majewskiego (mieszkali Dąbrowskiego 1), a brat Elgin wsławił się jako UŁAN KRYNICKIEGO W SZARŻY POD ZADWÓRZEM w 1920 roku. Potem ten ułan wyjechał aż na Trynidad, gdzie doszedł do stopnia dyrektora „Trinidad Petroleum", następnie zaś założył własną firmę narzędzi wiertniczych „Edeco". A wspólnik Scotta, Leszek Pawłowski  bił się kiedyś pod Dowborem-Muśnickim i był ułanem 14. Pułku Ułanów Jazłowieckich.”

Syn Georga, Elgin Scott , urodził się już   we Lwowie, chodził do szkoły z bratankiem generała Rozwadowskiego, Andrzejem. I marzył o lataniu. Kiedy wreszcie dostał rower- balonówkę, od razu chciał być co najmniej jak Kapiak albo Napierała. Wybierał sobie najbardziej ekstrawaganckie trasy: raz była to bariera mostu kolejowego, innym razem nawierzchnia wysokiego muru, który otaczał plac powystawowy. I żeby się wspiąć na ten mur, trzeba było wpierw podstawiać drabinę. A gdy wybuchła wojna latał w RAF-ie.  

Z tym RAF-em też cała heca! Bo po skończeniu szkoły pilotażu przydzielają Elgina do jednostki angielskiej, co wydaje się oczywiste, jest wszak obywatelem brytyjskim. Może w paszporcie tak i odnotowano, ale Elgin protestuje: „Ta jak! Ta nigdy w życiu! Ta szkoden-goden! Ta ja nie z Angolami chcę latać, ja chcę z polskimi kulegami!" Odręcznym pismem, przechowywanym do dzisiaj, wódz naczelny, generał Sikorski, wyraża wyjątkowo zgodę na latanie w jednostkach polskich obywatelowi brytyjskiemu podporucznikowi Elginowi Scottowi. Lata na mustangach, jest pilotem 317. Dywizjonu Wileńskiego i 315. Dęblińskiego, lata pod Skalskim, Czumbakiem i Rolskim, lata wspaniale, kolekcjonuje odznaczenia bojowe, ordery i krzyże. Kampanię kończy w randze kapitana (Jerzy Janicki Czkawka)