Fundusz Odbudowy - dobrodziejstwo, czy ułuda?

Przez Janusz40 , 27/04/2021 [15:00]
Trwa dyskusja na temat Funduszu odbudowy, ale to dyskusja bez żadnych założeń.
Trwa dyskusja na temat Funduszu odbudowy, ale to dyskusja bez żadnych założeń. Mam wrażenie, że wszyscy przyjęli, iż UE łaskawie w ramach międzynarodowej solidarności poprzydziela ogromne pieniądze. Oczywiście, "wszyscy" wiedzą, że Unia nie ma lejka przy pomocy którego z nieba (chyba od Pana Boga) owe pieniądze spływają. Była nawet informacja, że Unia te pieniądze pozyska przy pomocy emisji unijnych obligacji. Nikt nie poda, rzecz jasna, z jaką rentą będą te obligacje sprzedawane. To zależy od rynku obligacji i inwestorzy kierują się ratingiem określanym przez wyspecjalizowane agencje. Np. Polska przez wiele lat uzyskiwała rentę w wysokości nawet przekraczającej 5 %. Stąd "obsługa" naszego zadłużenia przekraczała kwotę 40 mld rocznie. W czasie rządów Zjednoczonej Prawicy uzyskiwaliśmy rentę skarbowych obligacji rzędu 1-2 % (w zależności od terminu zapadalności) udawało się nawet pożyczyć pieniądze z rentą ujemną (tzn. inwestor dopłacał do faktu, że Polska przechowywała jego pieniądze - sic!). Pojawia się pytanie, czy UE jako całość jest dostatecznie atrakcyjnym emitentem obligacji, by inwestorzy skłonni byli je kupować i z jaką rentą? Musimy wiedzieć, że w większości owi inwestorzy, to osoby prywatne i będą się opierać wyłącznie na wiarygodnych danych makroekonomicznych. Takie same pieniądze rząd może pozyskać emitując własne obligacje skarbowe i to z rentą niższą od tej, jaką może uzyskać UE jako całość. Polska ma tzw. zdolność pożyczkową i jako jedna z nielicznych gospodarek unijnych ma dług dużo poniżej dopuszczalnych 60 % PKB (zresztą na to już nikt w UE nie zwraca uwagi). Mamienie tymi pieniędzmi to gra obliczona na naiwność, w dodatku jeszcze mają to być pieniądze "znaczone" (na cele istotne wg Unii). A ponadto, jeszcze obwarowane dalszym zrzeczeniem się suwerenności Polski. Nic nie mówi się o tym, kto byłby zrządzającym tym funduszem. W strefie EURO rządzą "dyrektorzy" desygnowani przez poszczególne państwa, ale z głosem "ważonym" wielkością PKB - czyli rządzą Niemcy. Nic nie mówi się o tym kto, w jakim stopniu będzie te unijne obligacje wykupował. Najbardziej "biedne" państwa, najbardziej dotknięte pandemią (żyjące dotąd w dużym stopniu z turystyki) byłyby prawdopodobnie jakoś zwolnione. Pięknie - na tym, właśnie polegałaby unijna solidarność, tylko tak się składa, że cały czas dochody ludności, emerytury renty itp. w tych "dotkniętych pandemią" państwach znakomicie przekraczają to, co otrzymują Polacy. Innymi słowy - pracujcie narody na codzienną kawiarnianą imprezę Greka, Włocha, Hiszpana, na ich codzienną butelkę wina - oni nie potrafią pracować inaczej niż w turystyce, w której golą nas równo, jak nasi rodzimi Górale ceprów. "Jajogłowi", a raczej kombinatorzy (może nawet oszuści) brukselscy wymyślili tę piramidalną hucpę obliczoną na naiwność społeczeństw i narodów mających przy pomocy owego Funduszu Odbudowy utracić już całkowicie suwerenność. Nie mówi się bezpośrednio, ale stworzona konieczność opracowania krajowych FO bez rozróżnienia, czy to mają być "normalne" strukturalne (spójności i inne przewidziane traktatami) fundusze, stwarza wrażenie, że KAŻDE dotychczasowe fundusze zależą od konieczności opracowania KFO i ratyfikowania przez parlament całego FO. Ratyfikowanie FO, to przyjęcie zobowiązań do wykupu obligacji unijnych, to innymi słowy założenie sobie lichwiarskiej pętli na szyje, albo inaczej - wciągnięcie opornych państw tylnymi drzwiami do strefy EURO. Wprawdzie pozostawiona byłaby krajowa waluta, ale już zarzadzanie finansami państwa byłoby w dużym stopniu oddane możnym rządzącym Unią. Można oczywiście uczestniczyć w tym solidarnościowym planie finansowym, ale po dokładnym sprecyzowaniu jego założeń. Przyjęcie go w dobrej wierze bez uwzględnienia tych wskazanych w artykule kwestii byłoby czynem mającym nieobliczalne finansowe konsekwencje w przyszłości, na które nie mięlibyśmy już istotnego wpływu...