Szanowni Państwo!
Przed nami Wielki Tydzień – czas na niewesołe refleksje i to nie tylko dotyczące wydarzeń z bardzo dalekiej przeszłości, czy tej bliższej sprzed dziewięciu lat, ale również obawa o najbliższą przyszłość. Stale bowiem przestrzeń do życia dzielić musimy z folksdojczami wszelkiej maści, którzy Polsce życzą jak najgorzej.
Co, prócz modlitwy, można zrobić w śmiertelnie trudnej sytuacji? Kopacz doradzała zamknąć się w domu i czekać, zapewne aż wróg go podpali, albo rzucać kamieniami w dinozaury. Ale czy zmiana premiera z głupiego na mądrego wystarczy? Co powinien zrobić mądry i uczciwy przywódca państwa, które jest szantażowane?
Wyobraźmy sobie, teoretycznie oczywiście, że USA uzależnia swoje wsparcie militarne nas od bezprawnej realizacji grabieży polskiego mienia przez Przedsiębiorstwo Holokaust, na mocy ustawy 447 Just. Można honorowo powiedzieć: „nie to nie, sami sobie poradzimy”. Putin z Merkel tylko na to czekają. Kolejny rozbiór Polski mamy zapewniony.
Czy chcielibyście być na miejscu premiera? Bo ja nie. Nie wydaje mi się również, żeby „zamilczanie” sprawy mogło przynieść dobre rezultaty. Im mniej ludzi zna warunki szantażu, tym większe on ma szanse na powodzenie. Dlatego krzyczmy na cały świat mądrze i przed szkodą tak donośnie, żeby ten cały świat w porę nas usłyszał, zrozumiał i poparł.
A może ktoś ma lepszy pomysł?
Pozdrawiam i do następnej soboty
Małgorzata Todd
|
|
Ad. Kpina z rozsądku 14/2019 (405)
Szanowna Pani Małgorzato
Pisze Pani: „chodzi, żeby przekonać i przyzwyczajać nas, że jest odwrotnie, niż nam się zdawało”. To zdanie w zasadzie zawiera kwintesencję ostatnich działań krzewicieli neomarksizmu w naszej ojczyźnie (bo w innych krajach, już jest po herbacie). Przyznam, że twórcy i propagatorzy neomarksizmu przeszli samych siebie w rozpoznaniu tajników psychiki ludzkiej w jej jednostkowym i społecznym wymiarze. Nie na darmo wygrzewali tylne części ciała na ciepłych frankfurckich uniwersyteckich stołkach (Szkoła Frankfurcka) całymi latami (z przerwą wojenną, gdy swoje zadki wygrzewali w USA) i dumali. Dumali i wydumali (ciekawy jest skład osobowy tego gremium). Jako spadkobiercy idei marksistowskiej chodziło im o jedno – w jaki sposób zafundować ludziom cywilizacji łacińskiej degrengoladę społeczną, by na gruzach tej cywilizacji wspiąć się po bezwzględną władzę. I się zaczęło – antagonizowanie niczego nieświadomych ludzi, bo przecież proletariat jako rozsadnik porządku już nie nadawał się do tej roli. Szukano więc innych gniewnych i niezadowolonych (patrz ruch hipisowski, ruch feministek i inne) by wreszcie dopaść – LGBT. Tych wykreowano na cierpiętników, zaczęto domagać się dla nich specjalnych praw. Wszystko po to by nimi drażnić pozostałą część społeczeństwa i zmusić je do defensywy, albo czekać kiedy się wkurzy. Elementem tego drażnienia jest to co Pani pisze – powtórzę „chodzi, żeby przekonać i przyzwyczajać nas, że jest odwrotnie, niż nam się zdawało”.
Właściwie neomarksiści niczym nie ryzykują – ludziska nie uwierzą w te dyrdymały, wówczas dłużej tego nie będą tolerować i powstanie konflikt (a ten uwielbiają neomarksiści, jako zaczyn przejęcia władzy), ludziska uwierzą w nie – to jeszcze lepiej, bo to oznacza, że są całkowicie sterowalni, a o to neomarksistom przecież chodzi. Ot dumali, dumali i wydumali – ci „mądrzejsi z definicji”, a tak naprawdę to tylko bardziej przebiegli niż my. ONI to taki lisek w kurniku nocną porą. Sieje zamęt i spustoszenie, pióra fruwają, a ślepe kury dalej siedzą na grzędach i nie widzą co się wokół nich dzieje.
Serdecznie Panią pozdrawiam - Ewa Działa-Szczepańczyk
|
| |
|
|
Teatrzyk Zielony Śledź
|