Oczywiście redaktor przezornie nie wskazał, kto za to personalnie odpowiada, choć polityki zagranicznej nie prowadzą ufoludki. Niemniej wszyscy wiedzą, że minister spr. zagr. i premier samodzielni to nie są, tylko realizują "światłą" linię nakreśloną przez prezesa. Podobnie prezydent, co przy jego formalnej pozycji jest żałosną postawą. W rezultacie na unijnym boisku nikt nie chce "podawać piłki" takiemu graczowi. Zostaliśmy wyautowani na własne życzenie i nikt za to nie odpowiada, bo przecież "szeregowy poseł" do dymisji się nie poda.
Realistyczna analiza outsajderskiej pozycji Polski w UE