Wyobraźmy sobie człowieka – pana X, który wraz z żoną zarabia miesięcznie ok. 6.000 zł tzn. rocznie ok 72.000 zł i planując wydatki co roku brakuje mu jakieś 12.000 zł. Mógłby, oczywiście, ograniczyć swoje rozchody, ale on woli wziąć kredyt. Owszem, co miesiąc spłaca część zadłużenia, ale summa summarum spłaca mniej niż pożycza. Dług więc rośnie. Aby wyglądać przed bankami na osobę wypłacalną ukrywa część pożyczek i kredytów, manipuluje kwotą swoich wpływów i wartością posiadanego majątku. W końcu, gdy wyprzedawanie rodowych sreber nie starczyło, bankrut zwrócił się do matki by mu pożyczyła uskładane przez wiele lat oszczędności. Oboje wiedzieli, że w gruncie rzeczy to nie pożyczka a raczej darowizna, ale oboje robili dobrą minę do złej gry. Nie robił takiej miny jednak ojciec, który pieklił się i gorąco protestował, jednakże głos matki przeważył. Nazwanie takiego X-a mało odpowiedzialnym to zdecydowanie eufemizm. Powiemy krótko - idiota. I łajdak – biorąc pod uwagę jak wykorzystał swoich rodziców - emerytów.
Od wielu lat deficyt budżetowy wynosi w Polsce ok 16% całości zaplanowanego budżetu (w tym roku ok. 47 mld zł). Deficyt ten finansowany jest z kredytów, obligacji czy bonów skarbowych, krótko mówiąc z pożyczek. „Rządowa” część długu publicznego (na dług publiczny składa się również zadłużenie samorządów) rośnie w zastraszającym tempie. Czy w związku z tą sytuacją, przypominającą zapaść finansową pana X, można stwierdzić, że szef naszego rządu jest idiotą? Otóż nie. Po pierwsze - Pan Premier bez względu na to jak tragicznie będą wyglądały finanse państwa „sam się wyżywi” czy to będąc premierem czy też lądując miękko, po przegranych wyborach, na jakiejś intratnej posadce (europejskiej, energetycznej czy też paliwowej). Po drugie – Pan Premier zawsze może, jeśli zajdzie potrzeba, np. podwyższyć stawkę VAT-u. Albo rąbnąć aktualnym i przyszłym emerytom kasę z Funduszu Rezerwy Demograficznej lub OFE. Banki, mając świadomość, że państwo, choćby na trupach swych emerytów nie zbankrutuje, z chęcią pożyczą każde pieniądze. Gdyby jednak np. obligacje państwowe nie miały zbytniego wzięcia zawsze są jeszcze przedsiębiorstwa Skarbu Państwa czy z większościowym udziałem SP takie jak Totalizator Sportowy czy KGHM, które chcąc nie chcąc, wykupią te obligacje.
Jasno widać, że Pan Premier nie musi się martwić, że zabraknie mu kasy na bezwzględnie niezbędne wydatki takie jak Pendolino, opłacenie firmy BrandAddicted sp. z o.o. do prowadzenia „kampanii mających na celu złagodzenie lub zniwelowanie w mediach społecznościowych opinii o działaniach Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, jak i samego Prezesa Rady Ministrów” czyli krótko mówiąc na tworzenie „poprawnych” postów na różnych forach internetowych (a ja się, głupi, zastanawiałem skąd się biorą ci kretyni, a to tymczasem opłacona z moich podatków firma), horrendalne wydatki na naszą półroczną prezydencję (ok. 500 mln zł !) - w myśl zasady „zastaw się a postaw się”, czy tez takie drobne wydatki jak niezwykle ważna informacja o naszym 10-leciu w UE, w postaci spotu za 7 mln. Że co? Że za 10 lat odbiją się takie rządy z ich „tanim państwem” czkawką? A kogo to dziś obchodzi? Pan Premier będzie wtedy pewnie Panem Komisarzem albo Panem Prezesem Rady Nadzorczej. Mohery niech siedzą cicho, bo się przepchnie przez Sejm ustawę o eutanazji z przyczyn społecznych i po balu. Nie ma obawy, Trybunał Konstytucyjny przyklepie, on już tak ma.
Tak, Pan Premier idiotą nie jest.
Nie tylko emeryci odczują skutki polityki finansowej państwa. Wielu przedsiębiorców narzeka na problemy z uzyskaniem kredytów na swą działalność i wysokie ich oprocentowanie, a tu jeszcze takie wysokie podatki - jak żyć? Trudno się dziwić tej sytuacji, skoro państwo zadłużając się tworzy dla nich nieuczciwą konkurencję (przecież bank mając do wyboru – pożyczyć państwu czy przedsiębiorcy, wybierze państwo) a także podraża koszty kredytów. A na koniec tak wystrychniętego na dudka przedsiębiorcę złupi podatkami.
Pozostaje pytanie, czy premier RP musi być takim łajdakiem? No, niekoniecznie. Nic nie nakazuje premierowi ograbiać emerytów i rencistów ani niszczyć rodzimej przedsiębiorczości. Jednak, będąc z natury ostrożnym (nigdy nie wiadomo co za kanalia wyjdzie z człowieka gdy dostanie trochę władzy) , postulowałbym ustawowo zakazać tworzenia deficytu. Po prostu – ile masz tyle wydajesz.