Internetowa spluwaczka dla trolli i haterów

Przez Satyr , 12/11/2013 [11:35]

Pierwszą spluwaczkę zobaczyłem w latach 60. minionego stulecia w gabinecie stomatologicznym. Ale w tamtych czasach nawet w najbardziej proroczym śnie nie przewidziałem narodzin globalnej „megaspluwaczki”, jaką stał się dzisiaj internet.

Pierwszą spluwaczkę zobaczyłem w latach 60. minionego stulecia w gabinecie stomatologicznym. Ale w tamtych czasach nawet w najbardziej proroczym śnie nie przewidziałem narodzin globalnej „megaspluwaczki”, jaką stał się dzisiaj internet.

Pierwszą spluwaczkę zobaczyłem w latach 60. minionego stulecia w gabinecie stomatologicznym. Ale w tamtych czasach nawet w najbardziej proroczym śnie nie przewidziałem narodzin globalnej „megaspluwaczki”, jaką stał się dzisiaj internet.

Internet przy wszystkich swoich zaletach i przydatności, służy także do rozładowania kompleksów i wyrażania nienawiści do innych, – z reguły wobec tych, którzy wyrażają pełną świadomość o upadku Rzeczpospolitej na wskutek platformerskich (nie)rządów. Stał się rajem dla pieniaczy, ideologicznych fanatyków i tzw. „pożytecznych idiotów” oraz dla zdesperowanych ignorantów. Tu każdy może dowolnie nokautować swoich przeciwników pod byle jakim pseudonimem czyli tzw. nickiem. 

Zdumiewa przede wszystkim stężenie jadowitych plwocin. Ich "autorzy" korzystają z przywileju anonimowości i – jak to się mówi – "idą ostro po bandzie". Jakże często ujawniają chorobliwą nienawiść do Polski i Polaków, do ich patriotyzmu, katolicyzmu, a przede wszystkim do autorów felietonów i artykułów na blogach, którzy o nich piszą. Myślę, że gdyby tylko zliczyć najgorsze życzenia i nimi się przejmować, trzeba by siwieć kilka razy w tygodniu, zaprzestać pisania, albo najlepiej wyjechać z Polski „na zmywak” do Londynu czy Dublina i być jak najdalej od publikowania na blogach i forach internetowych. 

W większości przypadków mamy jednak do czynienia z głupotą interlokutorów i ich brakiem wiedzy na tematy, które komentują ci „zakabzialcy” – internetowi krzykacze przejawiający antypolskie poglądy. Nie potrafią porządnie przeczytać ze zrozumieniem artykułu czy felietonu, bo… być może jest za długi, a czasem pisany niezrozumiałym dla nich językiem. Nie potrafią przyjąć argumentacji autorów, a konstruowanie związków przyczynowo-skutkowych leży poza sferą ich możliwości.

Szukają pretekstu dla swoich fobii i okazji, by opluć autora. Zamieszczają swoje „trzy grosze” nawet na portalach tzw. prawicowych, aby zaistnieć choćby na chwilę, aby sprowokować do ataku ad personam, by wzniecić tzw. pyskówkę odbiegającą od meritum sprawy poruszanej w artykule czy felietonie, a w konsekwencji by… wyrugować takiego autora z blogosfery. Tak, tak,… wyrugować, albowiem w administracjach tych portali udało się zasiąść ludkom rozsadzającym portal od wewnątrz. Dokładnie taki sam mechanizm działał w związku Solidarność, a później przy Okrągłym Stole. Starożytna metoda „konia trojańskiego” mimo upływu wieków – jak się okazuje – nadal jest bardzo skuteczną bronią.

W blogosferze pojawiło się zjawisko tzw. trollingu. Nazwa pochodzi od słowa „troll” – stworu przypominającego wyglądem człowieka, a wywodzącego się z mitologii nordyckiej. Był wrogo nastawiony zarówno do ludzi, jak i Boga, a ożywiał się wówczas, gdy poczuł zapach krwi chrześcijanina. Dzisiaj owi internetowi trolle walcząc z ludźmi i Kościołem Katolickim nie przebierają w słowach, aby „dokopać” każdemu, kto w swych tekstach daje wyraz zasadzie: – „jeżeli Bóg, honor i Ojczyzna są na pierwszym miejscu, to reszta jest na właściwym miejscu”.

Ale większość z tych ludków bardzo dobrze wie, co robi, bo robi to… za pieniądze. Tak, tak,… są wynagradzani pieniężnie za sianie defetyzmu (zgodnie ze słowami Tuskoliniego: – „polskość, to nienormalność”), za „obrzucanie błotem” każdego autora, który napisał niezgodnie z przyjętą linią „poprawności politycznej”. Pojawiło się bowiem przed paru laty w blogosferze i różnych forach internetowych nowe oficium o nazwie "hajter"(ang. hater – osoba nienawidząca kogoś).

Nie kto inny, jak właśnie hajterzy wypominają autorom zaawansowany wiek, oderwanie od rzeczywistości, kretynizm i co im tylko przyjdzie do głowy. Wypominają, iż są nieeuropejscy, nienowocześni,… moherowi, itp. A nie zdają sobie sprawy z tego, że mądrość człowieka jest wprost proporcjonalna do jego wieku, ponieważ mądrości nie pozyskuje się na wyższych uczelniach, a poprzez wieloletnie obcowanie z ludźmi mądrzejszymi od siebie. Na uczelniach jedynie pozyskuje się wiedzę, by w przyszłości żyć na wyższym poziomie intelektualnym i materialnym, wszakże pod warunkiem, że owe wyższe uczelnie nie mają w swym programie nauczania… manipulacji face to face z drugim człowiekiem czy manipulacji medialnej, a więc… nie uczą , jak zrobić bliźniemu „wodę z mózgu”.

Są i tacy, którzy sądzą, że ktoś pomaga autorom w pisaniu albo że stosują… plagiat! Aż ciśnie się na usta pytanie: – czyżby każdy zdolniejszy niemojżeszowy „musiał mieć swojego Żyda w szafie”? Wydaje się oczywiste: – gdyby owi autorzy pisali o niczym, gdyby nie dotykali spraw drażliwych dla wszelkiej maści kanalii szkalujących Polskę i Polaków i rozkładających naszą Ojczyznę na czynniki pierwsze, gdyby pisali bezosobowo o zdrajcach Rzeczpospolitej (niech tego przeciwieństwem będzie mój cykl: „Od Mazowieckiego do Tuska” na audiobook’u tutaj: http://www.4shared.com/folder/eMCH9hX0/Od_Mazowie… ), – odzew byłby prawdopodobnie zerowy i nie byliby w sferze zainteresowań hajterów, a przede wszystkim ich zleceniodawców. Ale czy wtedy warto by autorom tracić czas na takie „jałowe” pisanie?

Nie możemy swoją biernością pozbawiać hajtera-internauty odpowiedzialności za słowa w imię demokracji i wolności. Bo cóż to za demokracja i wolność bez odpowiedzialności? – Żadna. Pozorna anonimowość piszącego na forum daje poczucie bezkarności, które wyzwala w nim jak najgorsze instynkty. I wbrew pozorom, – jak dowiodły obserwacje – anonimowość wcale nie powoduje otwartości i szczerości wypowiedzi. Ta anonimowość powoduje wulgaryzację wypowiedzi, atak ad personam w stosunku do autora, a to jest zasadnicza różnica.

Najbardziej drażliwym wydaje się fakt, iż ów hajter-internauta, który nie przebiera w słowach, – z reguły nie wypowiada się merytorycznie na poruszany temat. Stać go tylko na napisanie steku wyzwisk czy też oplucia osoby, z której poglądami się nie zgadza. Ale dlaczego się nie zgadza? – O tym już niestety, – nie napisze. I na pewno nie z braku czasu, na co wskazują jego następne wpisy na forum, w których obrzuca bluzgami kolejne swoje „ofiary”.

Takim nieodpowiedzialnym hajterom-internautom brak jest wiedzy pozyskanej u samych źródeł. Na ogół swą wiedzę pozyskują od „pośredników”, którzy odpowiednio ją "preparując", chcą osiągnąć swój cel. Zatem owi internauci stosują argument siły (słownej), nie zaś… siłę argumentu, którego po prostu im brakuje. Trzeba zdawać sobie sprawę z tego, iż odbiorcami ich przekazu są miliony ludzi rozproszonych po całym świecie, a wśród nich i ci, którzy wcześniej zostali opluci, zmieszani z błotem i po kilkakroć obrażeni publicznie. Także są i ci, którzy już tak zostali skołowani, że nie wiedzą, kto tak naprawdę ma rację i komu wierzyć. A zleceniodawcom hajterów właśnie o to chodzi. Im naród głupszy, tym łatwiej… pozbawić go Ojczyzny i zamienić w niewolników innych nacji.

Za taki stan rzeczy odpowiadają oprócz sprawców także ci, którzy zlecają hajterom te podłe zadania oraz ci, którzy stanowią i egzekwują prawo. Trzeba zatem postawić znak równości pomiędzy wolnością słowa a odpowiedzialnością prawną. Aby było to możliwe, trzeba koniecznie znowelizować Prawo dziennikarskie i Kodeks karny tak, by portal który dopuszcza się takich publikacji, – był ukarany tak wysoką karą pieniężną, by znalazł się na skraju bankructwa, a ów hajter-internauta i jego zleceniodawca w ciągu 48 godzin stanęli przed sądem.

Tylko radykalne ukrócenie zasady „piszta co chceta” da poczucie wolności, albowiem nikt wówczas nie będzie czuł zagrożenia, iż może po raz kolejny zostać oplutym, znieważonym i zdeprecjonowanym przez nieodpowiedzialnego, pozbawionego wszelkich zasad moralnych i etycznych hajtera, który najczęściej jest młodym i co tu dużo mówić,… głupim człowiekiem. Mądry nie podejmie się takiego zlecenia.

Pozwolicie, że zakończę dialogiem, jaki nawiązali dwaj młodzi ludzie, a dotyczący… wolności.
– Co to jest według ciebie wolność? – zapytał młody facet o poglądach katolicko-narodowych swojego rozmówcę-leminga.
– No… że wszystkim wszystko wolno.
– Jak to?...
– Zobacz, – tam idzie facet. Mogę podejść i dać mu w mordę. Rozumiesz?
– Rozumiem,… ale czy to oznacza, że on tobie też może dać w mordę?
– Ależ skąd! Nie może!
– A to dlaczego?
– Bo widzisz… wówczas będzie to… napaść i łobuz stanie przed sądem!

 

    

__________________
Pisz, co uważasz, ale uważaj co piszesz,
bo każda wolność ma swoją odpowiedzialność. (Satyr)