Incitatus na miarę czasów i możliwości

Przez Gadający Grzyb , 11/02/2012 [19:08]

Mógł Kaligula mianować senatorem Incitatusa, to nasz Admin Trzeciej RP może mianować ministrem sportu panią Joasię.

Mógł Kaligula mianować senatorem Incitatusa, to nasz Admin Trzeciej RP może mianować ministrem sportu panią Joasię.

http://niepoprawni.pl/files/images/Tusk-Kaligula.jpg

Mógł Kaligula mianować senatorem swego ulubieńca – Incitatusa (młodym wykształconym wyborcom PO wyjaśniam, iż był to ukochany koń wyścigowy cezara), to nasz Admin Trzeciej RP postanowił mianować ministrem sportu panią posłankę Joasię Muchę. A co! Czy ona gorsza? Rozumu ma tyle samo, urodą i tzw. prezencją ogólną zapewne nie ustępuje szlachetnemu ogierowi, no i na zagadnieniach powierzonego sobie resortu zna się w równym stopniu, co Incitatus na sprawach Imperium Romanum.

Uszczęśliwiona gawiedź z każdym dniem ma okazję upewniać się, że oba splendory są podobnego ciężaru gatunkowego i śmiem twierdzić, iż wypływają z podobnych pobudek. Kaligula swym gestem wyraził pogardę dla spodlonego senatorskiego stanu, podkreślając zarazem swą wszechwładzę. Ober-Matoł podobnie: pokazał świeżo, po raz drugi z rzędu wydudkanemu elektoratowi, gdzie ten może mu skoczyć - „Oni mogą panu majstrowi skoczyć tam, gdzie pan może pana majstra w d... pocałować”. Mianuję kretynkę ministrem i co mi zrobicie, frajerzy? No właśnie – nic nie zrobią, albowiem jak dowodzą badania, spora część „elektoratu” nie kojarzy premiera z jakością pracy rządu na którego czele stoi, o poszczególnych ministrach już nie wspominając.

Mamy zatem na czele rządu Kaligulę wraz z Incitatusem - oboje na miarę naszych czasów i możliwości. Nie da się zresztą ukryć, iż Admin z biegiem lat nawet fizycznie się upodabnia do pierwowzoru: ten sam maniacki wytrzeszcz oczu, kędziory na łepetynie, te same zapadłe policzki i zacięte usta szaleńca – kto nie wierzy, niech zerknie na załączoną w charakterze materiału poglądowego ilustrację. Nawet obyczaje, poczynając od brylowania na cyrkowej arenie (choć, zamiast rydwanów, boski Donald preferuje piłkę kopaną) a na wybuchach niekontrolowanej furii skończywszy, ma iście cesarskie – od oryginału różni go jedynie skala możliwości, ale nie mentalność. Kaligula swe ofiary mordował, bądź doprowadzał do samobójstwa, Donald musi poprzestawać na dymisjonowaniu i posyłaniu w odstawkę tych, których w swych paranoidalnych wyobrażeniach uważa za konkurentów do władzy. Zamiast nich woli mianować na resort konia, czy też raczej klacz, jak stało się to w przypadku minister Muchy.

Jak podają przekazy, dostojny Incitatus rezydował w marmurowej stajni ze żłobem wyłożonym kością słoniową, obdarowywany był kosztownościami, zaś do obsługi oddelegowano odpowiednich niewolników. Jej Ekscelencja, minister Mucha, podobnie – do żłobu wprawdzie nie zaglądałem, ale tuszę, iż zaopatrzony jest suto, odpowiednio do wysokiego stanowiska, a i spożywać swego owsa Jej Ekscelencja z pewnością nie musi z juchtowego worka czy gazety. Znając zamiłowanie naszej klasy panującej do przepychu, przypuszczam, że i nuworyszowskich marmurów w siedzibie ministerstwa nie brakuje, zaś problem niewolników, nasza dzielna klacz właśnie rozwiązuje we własnym zakresie, na początek sprowadzając sobie fryzjera. Manikiurzyści, wizażyści oraz cała reszta niezbędnej obsługi, przynależnej każdej nowoczesnej i wyzwolonej kobiecie na pewnym poziomie tłoczą się już u bram, gdyż bycie ikoną lajfstajlowego feminizmu zobowiązuje.

Tylko, choroba, ktoś niestety wrąbał się pani ministerce w kompetencje i do Superpucharu Polski wybrał nie te drużyny, ale spokojnie – wydobędzie się z kazamatów pana Rysia Forbricha - „Fryzjera” (a bo to współczesnej kobiecie z ambicjami jeden fryzjer wystarczy?) i w przyszłym sezonie zagrają już ci co trzeba, po castingu na najbardziej gustowne i wystrzałowe stroje, koniecznie harmonizujące z iluminacją Stadionu Narodowego, żeby nie ucierpiały wysublimowane gusta pani Joanny i jej fryzjerczyków.

Wprawdzie nie wiadomo, czy ten cały stadion będzie do tego czasu przejezdny, ale najwyżej wyleje się beton, lub położy parkiecik w jodełkę i zamiast tej nudnej piłki urządzimy konkurs tańca nowoczesnego, albo w ogóle coś bardziej dla ludzi, tak do śmichu i pogibania raczej, żeby nie trzeba było się zastanawiać, którzy to „nasi” i kto wygrywa, nie mówiąc już o obczajaniu o co chodzi z tym spalonym. Zawsze wprawdzie można spytać się Donka, ale jeszcze zakuma, że pani minister ze sportem jest cokolwiek nie teges i gotów zabrać tę fajoską stajnię ze żłobem i fryzjerami. To już lepiej się nie odzywać i ładnie wyglądać, bo parytety są, wiecie Państwo, bardzo twarzowe w tym sezonie. A jakby się jakiś Kołtoń czepiał, to oberwie z karata.

Gadający Grzyb