Głos z szamba

Przez jwp , 09/12/2011 [22:15]

Jak to jest, iż tak wielu ludzi woli wąchać bąki niż fiołki.

Jak to jest, iż tak wielu ludzi woli wąchać bąki niż fiołki.

Szambonurkowi Czuchnowskiemu, mieniącemu się redaktorem dedykuję.

Pospieszalski. Bliżej rynsztoka - link.

Powonienie to jeden z ważniejszych zmysłów, nie tylko dla człowieka. Nie dość, że dostarcza nam pięknych wrażeń zmysłowych wśród kwiecia, to jeszcze potrafi nas w porę powstrzymać od kontaktu choćby z zepsutą, bądź zatrutą strawą. I pomimo tego, że nos jest jego narzędziem, to powiedzenia: „mieć nosa”, „czuć pismo nosem”, „węszyć zdradę” i wiele innych odnoszą się do innych sfery naszego postrzegania rzeczywistości.

Nos to czujka i tak jak czujka alarmuje nas i ostrzega. Wieki temu ludzie by przetrwać skazani byli niejako na częstsze używanie zmysłów i wiedzy. Czy na jawie, czy też we śnie nie tracili czujności. Postęp zagwarantował nam ponoć większe bezpieczeństwo i dlatego też stępił nasze zmysły. Bo przecież nie ma wrogów, jest spokojnie i bezpiecznie. Można zatem bez użycia systemu wczesnego ostrzegania łykać wszystko i bezkarnie przemierzać ciemne uliczki przedmieść. A jak się jeden z drugim struje, lub w ryj dostanie, to wina jest po stronie truciciela lub napastnika.

Owszem, była i zawsze będzie. Jednak oni nie bez racji stwierdzą - sam się prosił. Przed sądem nie będzie to okolicznością łagodzącą dla sprawcy, jednak ofiara winna pochylić się również nad sobą. I nie ze współczuciem i pretensjami do całego świata - Śpię ja sobie spokojnie na ławce w parku, a tu jakiś bandzior mię portfel zaje… A przecież zrobiliśmy z kolegami tylko po flaszce na głowę.

Czy warto na wyrost obdarzać ludzi i sytuacje zaufaniem ?, ano nie. Tak jak i na szacunek, na zaufanie trzeba sobie zapracować. Nie o szacunek wynikający z kodu kultury tu chodzi. Nie o zaufanie do najbliższych. Nie wolno nam w żadnej sytuacji tracić czujności, ni zasady ograniczonego zaufania. Skąd ta pewność, że na półce w markecie nie leży przeterminowany lub wybrakowany towar ? Czy gdy pali się zielone światło, to nie warto już spojrzeć w prawo, lewo i jeszcze raz w prawo ? Wbrew pozorom tak jak sacrum jest nieodłącznie związane z profanum, tak i spożywanie strawy rządzi się podobnymi zasadami jaki i przyswajanie strawy duchowej.

Wybór pożywienia, rozdrabnianie, włożenie do ust, gryzienie i przeżuwanie oraz połknięcie, trawienie i przyswajanie pokarmu wraz z jego przetworzeniem na niezbędne dla organizmu formy energii niewiele się różni od wchłaniania informacji. W ten proces zaangażowane są, a raczej winny być wszystkie niezbędne zmysły. Wzroku, słuch, węch i dotyk. Nie tylko z powodu niezbędności w procesie konsumpcji, również dlatego, że należy podany nam produkt świadomie obrobić. Niestety lata pracy nad społeczeństwami doprowadziły do pozornie komfortowej sytuacji.

Przeróżne certyfikaty, reklam, oceny ekspertów i wiele innych celowo stosowanych środków powoduje, iż używamy tylko fizycznej części naszych zmysłów, wyłączając myślenie. A to ważny i złożony proces. Dzisiaj sprowadzony do przyswojenia. Czyli przejęcia nie swoich wartości i poglądów uznając je za własne. Prawdopodobnie większość nie cierpi już z powodu torsji, naturalnego mechanizmu obronnego. Nie czuje już zapachu zgnilizny, ni też smrodu ekskrementów, serwowanych nam na co dzień i często już bez złotek, w jakie często owija się niekoniecznie smaczne wiktuały. Mało jest ludzi, którym się jeszcze chce lub też jeszcze potrafią stosować takie metody poznawcze jak analizę, namysł i syntezę. Bo i po co.

Jak można, a nawet należy zaufać producentom McDonaldów emocji i myśli. Nie myślenia, gotowych półproduktów, które odpowiednio złożone i podane smakują nam wszędzie tak samo. Znaczy się, nam się wydaje, że smakują i są lekkostrawne z dużą zawartością substancji odżywczych. A to nie nasz smak, nie nasze uczucia i myśli. To tylko pozornie lekkostrawna papka, która się nam czkawką odbija. I prędzej czy później doprowadzi do przedśmiertnych torsji. Ja wiem, że to boli, zbytnie przeżuwanie, a i nie każdy chce kroić i gryźć. Wygodniej łykać papkę zaprawioną sztucznymi barwnikami i aromatami. Bo otwarte naprawdę oczy zapieką i w gardle może stanąć.

Jednak prędzej czy później bez używania zmysłów i z wyłączeniem mechanizmów obronnych organizm nie przyswoi kolejnej dawki jadu. Trucizna podawana dzień w dzień zamieni nas w żywe trupy. Na tyle żywe by mogły jeszcze pracować dla Władców Umysłów. Jednak tak martwe, by już nigdy nie podniosły zgiętych karków. Jeżeli ktoś lubi wąchać własne bąki i nosić kilkudniową bieliznę i skarpety, to niech siedzi sobie w swoim szambie i nie wychyla nosa. Niech nawet będą to szamba zbiorowe i ogólnodostępne. Wszakże w kupie raźniej. Tylko nie roznoście tego smrodu po całej Polsce i Świecie. Zgodnie z przepisami sanitarno-epidemiologcznymi szambo musi być szczelne, przykryte klapą i regularnie opróżniane i utylizowane.

Bo ten gnój się raczej do użyźniania gleby nie nadaje. Na takim nawozie tylko chwasty rosną. Lubisz siedzieć w smrodzie, to nie otwieraj okien i nie racz nas bąkami. Bo nie treść pokarmu, a jedynie substancje odrzucone przez zdrowy organizm w procesie trawienia. A gdy on chory, lub cierpi na inne dysfunkcje to go GóW-no nie wydalone zatruwa. Jak i krew. Tedy sięgając od tradycyjnych metod ( stosowanych jednak i dzisiaj w medycynie ) trza krwi upuścić i podać coś na przeczyszczenie, a czasem na zatwardzenie. Bo i takie stany obserwujemy wśród nas. Może przydałaby się też urynoterapia, zgodnie z zasadą – czym się strułeś, tym się lecz. Może tak jeszcze więcej i częściej żryjcie to GóW-no, a jest nadzieja, że z pawiem prędzej, czy też później wyleci. A jak nie to na toksykologii będą mieli obłożenie jak nigdy.

To co moje miłe gównozjady, jak zwykli o was mawiać Ojcowie Duchowi waszych obecnych żywicieli ?, wąchamy Polskie Kwiaty ?, czy też wolicie żreć dalej to GóW-no. W gruncie rzeczy rosyjskie.

Aż prosi się przytoczyć anegdotę z ZSRR ( w przybliżeniu ).

Na kolejnym zjeździe Związku Literatów podniosły się z sali obrad głosy sprzeciwu i oburzenia wobec sytuacji w Kraju Rad.

A to, że okłamują, a to, że bieda i terror, że nie tak miało być.

W końcu najbardziej wzburzony pisarz zakrzyknął – Towarzysze, tkwimy po uszy w gównie !

Na co inny szeptem odpowiedział - Ciszej !, bo się zrobi fala i nas do reszty zaleje.

Zatem jeżeli siedzisz po uszy w szambie i smród ci się swojskim jawi, to nie krzycz obłudnie zatroskany o Polskę.

Bo prędzej czy później i tak utoniesz. Nie tylko we własnym GóW-nie.

A teraz z innej beczki.