W środę, 10 grudnia 2025 r., w podziemiach katedry św. Floriana, odbyła się dyskusja wokół obrazów tegorocznej edycji projektu #NamalowaćKatolicyzmOdNowa, poświęconej tajemnicy Bożego Narodzenia. W debacie wzięli udział krytycy sztuki: Jan Michalski, Liliana Sonik oraz o. Łukasz Woś OP. Dyskusję poprowadził Jakub Moroz.

Rozmowa w Teologii Politycznej wokół kolejnej edycji projektu #NamalowaćKatolicyzmOdNowa, poświęconej tym razem Bożemu Narodzeniu, miała charakter nie tyle prezentacji wystawy, ile wielogłosowej debaty o kondycji współczesnej sztuki religijnej, jej relacji z tradycją oraz o tym, czy i w jaki sposób obraz może dziś jeszcze prowadzić do modlitwy. Od początku było jasne, że uczestnicy nie mówią jednym głosem, a różnice wrażliwości estetycznej i teologicznej stanowią zasadniczy motor tej rozmowy.
Prowadzący spotkanie Jakub Moroz zarysował szerokie pole problemowe: Boże Narodzenie jako temat wyjątkowo „wdzięczny”, ale i niebezpieczny, bo dotykający samego centrum chrześcijaństwa – tajemnicy Wcielenia. Zapytał, z jakich tradycji przedstawiania Narodzenia czerpią artyści wystawy i czy możliwa jest dziś odnowa wizualnej strony katolicyzmu: czy przez nawiązanie do renesansowego piękna, ikonowej hieratyczności, ludowej prostoty, czy może przez apofatyczną strategię niepodobieństwa.
Liliana Sonik (polonistka, współautorka serii edukacyjnej Wielcy Malarze, opisującej historię lalarstwa europejskiego) od początku ustawiła rozmowę w perspektywie kryzysu. Jej zdaniem sztuka religijna – podobnie jak sztuka współczesna w ogóle – znalazła się w impasie. Przypomniała doświadczenia ojca Couturiera i jego próby wciągnięcia najwybitniejszych artystów XX wieku do pracy dla Kościoła, by pokazać, że problem nie polega na braku talentów, lecz na szerszym kryzysie cywilizacji chrześcijańskiej. Jednocześnie ostro sprzeciwiła się tezie, że sztuka służebna z konieczności zubaża artystę. Przeciwnie – w jej odbiorze wielu twórców wystawy właśnie dzięki podjęciu tematu religijnego „rozkwitło”, zachowując indywidualność i wolność. Jej wypowiedzi miały charakter emocjonalny, ale zarazem silnie hermeneutyczny: dla Sonik sens teologiczny i symboliczny obrazu jest nieodłączny od jego wartości.

Jan Michalski, krytyk sztuki, od początku dystansował się od uogólnień. Podkreślał wagę bezpośredniego kontaktu z obrazem – różnicę między reprodukcją a oryginałem – i deklarował, że interesuje go przede wszystkim to, „jak obraz wygląda”. Nie zgodził się z tezą o kryzysie sztuki chrześcijańskiej jako takiej, twierdząc, że ona rozkwita, choć często poza Zachodem i poza głównym obiegiem. Wniósł też ważne zastrzeżenie wobec przeciwstawiania ikony i malarstwa zachodniego: według niego ikona jest fundamentem, z którego zachodnia sztuka chrześcijańska wyrasta, i jej obecność dziś jest raczej dobrem niż problemem. Jednocześnie oceniał wystawę dość surowo, wskazując na dominację nurtów ludowych i „neoludowych” w polskim malarstwie oraz na niewielką liczbę prac operujących w wysokim, klasycznym idiomie.

Ojciec Łukasz Woś wniósł do rozmowy perspektywę teologa i filmowca. Zwracał uwagę na sam fakt powstania dzieł i na wysiłek artystów, którzy doprowadzili swoje prace do końca. Jego wypowiedzi były bardziej egzystencjalne niż krytyczne: mówił o tym, przy których obrazach potrafi się zatrzymać i „pobyć”, a przy których nie. Wyraźnie zaznaczał, że niewiele z prezentowanych prac widzi jako obrazy stricte kultowe, zdolne bezpośrednio prowadzić do modlitwy w sensie ikonowym. Jednocześnie wskazywał na te przedstawienia, które – poprzez ciszę, ascetyczność i intymność relacji Maryi i Dzieciątka – otwierają przestrzeń adoracji i refleksji, choć inną drogą niż tradycyjna.

Najbardziej intensywne spory wywołały konkretne obrazy. W przypadku prac Beaty Stankiewicz Liliana Sonik widziała malarstwo metafizyczne, operujące bielą zamiast złotego tła i wprowadzające baranka jako kluczowy nośnik sensu teologicznego. Podkreślała doktrynalną poprawność tych obrazów i ich zdolność do kontemplacji. Michalski natomiast uznawał Stankiewicz za jedyną artystkę na wystawie, która całkowicie wymyka się ludowości, co oceniał jako fakt artystycznie istotny, choć niekoniecznie decydujący o modlitewnej funkcji obrazu.
Jeszcze więcej emocji wzbudziły obrazy Jarosława Modzelewskiego. Michalski chwalił sposób namalowania Dzieciątka, światło i ciepło tych przedstawień, widząc w nich potencjał skupienia. Sonik przeszła wyraźną ewolucję w odbiorze jego prac: od początkowego odrzucenia do głębokiej interpretacji, w której jedno z przedstawień Bożego Narodzenia odczytała jako obraz caritas, a inne wręcz jako finał Narodzenia – opłakiwanie i zapowiedź Męki. W jej ujęciu Modzelewski dotknął doświadczenia opuszczenia przez Boga i mysterium tremendum, co czyni jego obrazy przejmującymi, choć dalekimi od świątecznej idylli. Michalski zdecydowanie sprzeciwiał się takiemu łączeniu Narodzenia z dramatem Paschy, uznając je za teologicznie i estetycznie problematyczne.
Dyskusja o pracach Karoliny Żądło odsłoniła różnice w podejściu do delikatności i młodego malarstwa. Michalski doceniał subtelność, nawiązania do średniowiecznych złotych teł i ogólną kulturę malarską, choć krytykował użycie zieleni. Ojciec Woś mówił o intymności twarzy Maryi i Jezusa oraz o tym, że obrazy te zatrzymują go na poziomie osobistej kontemplacji. Sonik z kolei interpretowała większy obraz jako pastorałkę – pozornie naiwną, ale podszytą smutkiem i zapowiedzią cierpienia.
W przypadku obrazu Ignacego Czwartosa Sonik podkreślała jego reprezentacyjny, niemal teatralny charakter, widząc w nim świadome operowanie archetypem, ikonografią i motywem „okna życia”, z wyraźną zapowiedzią krzyża. Ojciec Woś przyznawał, że obraz ten nie prowadzi go do modlitwy, choć uznaje go za ważny komentarz kulturowy. Michalski natomiast krytykował jego niejednoznaczność i zbytnią „jarmarczność”, twierdząc, że obraz kultowy powinien być klarowny, by nie rozpraszać modlącego się.

Cała rozmowa nie zmierzała do konkluzji ani zgody. Przeciwnie – ujawniła napięcie między sztuką jako przestrzenią wolnej interpretacji a obrazem jako narzędziem kultu, między potrzebą nowego języka a ciężarem tradycji, między estetyką a teologią. Wspólnym mianownikiem była jednak świadomość, że pytanie o możliwość „namalowania katolicyzmu od nowa” nie dotyczy wyłącznie formy, lecz samego sposobu przeżywania wiary we współczesnym świecie.
Relacja: Bernard