Dzisiaj też mamy oskarżycieli obrońców polskiej wolności o faszyzm, już nie anonimowych. Witold Zahorski, wywieziony z Wilna do łagrów sowieckich, jako żołnierz II Korpusu WP przeszedł cały szlak bojowy z armią gen. Andersa. Pozostał we Włoszech, ponieważ wracając do Polski uznany za „faszystę” , dostałby od formacji Marszałka Czarzastego kulę w głowę i miejsce w dole śmierci zalanym wapnem. Zresztą Wilno zostało przez „ zachodnią demokrację” zabrane Polsce.
W latach 1952-1962 przedstawiał Włochom rzeczywistości jaka istniała za tzw. żelazną kurtyną w Polsce. Dodawał często do odczytów temat katyński , prawie za każdym razem pokazywano film o Katyniu. I z tego powodu dotarł do niego anonim, nie napisany przez Polaka ale podpisany „życzliwy Polak”:
„Szanowny panie Zahorski, chciałbym pana prosić aby przestał pan być faszystowskim sługusem, schowaj pan ten swój film o Katyniu, bo każdemu uczciwemu człowiekowi wiadomo, że Polaków tam pobili faszyści, Niemcy. Tylko pan nie chce o tym wiedzieć ale to gorzej dla pana, bo pan jeszcze bałamuci drugich. Schowaj pan ten film dla swojego dobra bo inaczej pan możesz być schowany. Bądź pan Polakiem a nie faszystą”.
https://www.youtube.com/watch?v=GsxDJoGFtVg
Działalność Witolda Zahorskiego we Włoszech w latach 1952-1962 dotycząca „sprawy zza żelaznej kurtyny” została przedstawiona przez jego syna, dr Witolda Zahorskiego, podczas zorganizowanej przez IPN konferencji „Polonica w instytucjach zagranicznych. Badanie dziejów polskiej emigracji politycznej”.
Witold Zahorski po II wojnie pozostał w Rzymie, jako prezes Stowarzyszenia Polskich Kombatantów we Włoszech przez długie lata troszczył się o polskie cmentarze wojenne we Włoszech i stał na czele komitetu zajmującego się polskimi uchodźcami, którzy z powodów politycznych chcieli wyemigrować.
Witold Zahorski jako emigrant nigdy nie przyjął obywatelstwa włoskiego pozostając uchodźcą politycznym, protestując w ten sposób przeciwko reżimowi warszawskiemu.
Działał na rzecz walki o wolność i niepodległości Polski w czasie, gdy we Włoszech działała największa partia komunistyczna. Starcia ideologiczne miedzy partią komunistyczną i demokracją chrześcijańską były regularne.
Uświadamiał, poprzez użycie specyficznej broni pokojowej w formie odczytów, co się działo w krajach Europy środkowo wschodniej i Azji.
Akcja odczytowa zapoczątkowana została w 1952 roku przez 2-ch Polaków, kombatantów, przez ks. Stanisława Suwałę (w czasie wojny ks. Stanisław Suwała był kapelanem II Batalionu Strzelców Karpackich w 2. Korpusie Polskim), współpracownikiem Dzieła św. Rafała, które w latach 1940-44 udzieliło pomocy 25 000 ludzi, z których 2000 wyjechało do Ameryki Północnej lub Południowej (w tej liczbie było 1500 Żydów) i Witolda Zahorskiego.
Akcja odczytowa rozszerzyła się do rozmiarów, których nie przewidywali nawet jej organizatorzy, doszli do niej nowi prelegenci, Słowacy, Albańczycy, Rumuni, Litwini, Czesi, Ukraińcy, Chińczycy.
Niektórzy prelegenci z uwagi na bezpieczeństwo rodzin (oczywiście rodzin „faszystów”), które pozostały za żelazna kurtyną, występowali pod fałszywymi nazwiskami. Byli też „gościnnie występujący” prelegenci jak ksiądz Władysław Rubin, który w czasie okupacji sowieckiej przeżył zesłanie do Archangielska. Został przydzielony do ciężkiej pracy przy karczowaniu lasu. Tam dowiedział się o powstaniu Armii Andersa i dzięki niej opuścił „nieludzką ziemię”. Był duszpasterzem uchodźców polskich, a szczególnie młodzieży i studentów. W książce „Pod cedrami Libanu”, Wacław Netter, towarzysz niedoli kardynała, pisze:
„Znane nam dobrze przysłowie mówi, że wszystkie drogi prowadzą do Rzymu, ale rzadko się zdarza, że prowadzą przez Sybir. Taką właśnie drogę odbył w swej życiowej wędrówce do godności kardynalskiej ks. Władysław Rubin. Życie Jego kształtowało się niejako pod znakiem Świętej Trójcy, w trzech głównych etapach, które wywarły wpływ na Jego szeroką działalność duszpasterską, biskupią i kardynalską. Trzy główne miasta wyznaczyły Jego szlak życia: Lwów, Bejrut i Rzym”.
Tylko w pierwszej połowie 1952 roku wygłoszono we Włoszech 660 odczytów. Od lutego do kwietnia 1952 roku sam ks. Stanisław Suwała wygłosił ponad 70 odczytów (nie licząc mszy św. i kazań) a Witold Zahorski 120 odczytów. Objęły one prawie całe Włochy, 15 z 20 regionów. Nie miały posiadać charakteru politycznego a miały przedstawiać jedynie fakty, „posłuchajmy jednego, który pochodzi stamtąd”.
Odczyty wygłaszano po włosku, po nich wywiązywały się gorące dyskusje. Były sesje dla studentów, dla rolników, dla kobiet i dla mężczyzn osobno, dla robotników a nawet wyłącznie dla kobiet wykształconych.
Biskup włoski napisał 12 marca 1953 roku do prezesa Akcji Katolickiej, zaledwie tydzień po śmierci Stalina, iż Ojciec św. chwali inicjatywę , która już tak dobrze zaowocowała i namawia do kontynuowania tego dzieła duchowej dobroczynności i prawidłowej informacji, którego celem jest oświecanie publiczności na bardzo ważne tematy.
A jaka była reakcja prasy komunistycznej ( w przeciwieństwie do prasy lewicowej, która obiektywnie i rzetelnie informowała o tym, co Witold Zahorski mówił )?
Jako przykład prelegent przeczytał artykuł z komunistycznej gazety z listopada 1953 roku , w którym po pierwsze, przekreślano umyślnie w niesmaczny i obraźliwy sposób nazwiska prelegentów, prelegenci zostali przedstawieni jako „fałszywi cudzoziemcy i renegaci, którzy tęsknią za krematoriami i za komorami nazistów w Polsce”.
W archiwach IPN znajdują się materiały agentów śledzących działalność Witolda Zahorskiego: „zydel z ramienia akcji w 1954 wygłaszał odczyty przeciw ZSRR”, „1964 rok ( donosi kapitan TF) to aktywna propaganda wśród miejscowej Polonii przeciw krajom socjalistycznym. Stąd niezliczone prelekcje, organizowanie pokazów filmowych w rodzaju Katynia, organizowanie wycieczek na Monte Cassino”.
Widać wyraźnie, agenci śledczy wciąż idą tym tropem.