Sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało czyli Radek Sikorski z ręką w nocniku

Przez Kallimach , 14/06/2014 [21:25]

Krytyka Papkina polskiej polityki Radosła

Krytyka Papkina polskiej polityki Radosława Sikorskiego jest uznawana przez platformerski żywioł za czynność równie naganną i niewłaściwą co puszczanie wiatrów w towarzystwie. No cóż, niech spadnie na mnie ten ten potworny wstyd i kompromitacja, skoro sumienie mi tak nakazuje (co prawda ostatnio w Polsce sumienie mieć można ale już posługiwanie się nim jest mocno passé).Pan Radek Sikorski (zdrobnienia swego imienia używa na wzór tuzów światowej polityki Billa Clintona i Tony'ego Blaira. A może, co ma się rozumieć jest bardziej prawdopodobne, to ci politycy antycypowali wzorując się na naszym(?) Radku? ) został ostatnio przez tzw. prasę niemiecką niemalże obwołany już szefem dyplomacji europejskiej. Wcześniej ta sama prasa chciała dla Pana Ministra nagrody Nobla za uratowanie świata przed III wojną światową a to w związku z jego niebywale skuteczną i dyskretną dyplomacją w obliczu kryzysu syryjskiego. Jak tam było naprawdę nikt pewnie do końca nie wie, gdyż dyplomacja Pana Ministra była tak dyskretna, że nawet zainteresowane strony niewiele o niej wiedzą. Faktem jest, że uratował. Ponieważ Chuck Norris policzył był ongi do nieskończoności i to jak mówią dwa razy, więc Radzio postanowił nie być gorszy i po raz drugi uratował nas przed wojną przeprowadzając dyplomatyczną ofensywę na forum trójkąta królewieckiego (no, co? jest takie dziwo). Po czym ogłosił na konferencji prasowej z udziałem szefów dyplomacji Rosji, Niemiec i Polski, że uzgodniono, iż „Krym się więcej nie powtórzy” czym spowodował „puszczenie wiatrów w towarzystwie” przez Ławrowa, który wybuchnął gromkim śmiechem. Steinmeier zaś, jako minister narodu bardziej cywilizowanego i kulturalnego, jedynie gwałtownie sobie pochrząkał i zrobił pono okrągłe oczy.

Tak, wielkim politykiem jest Pan Minister Radek Sikorski. Są na świecie jedynie dwie większe rzeczy: mur chiński i ego Ministra (niekoniecznie w takiej kolejności).

Niestety, choć tematów do kpin Pan Minister dostarcza na pęczki wesoło nie jest. Minister realizując swoją politykę „piastowską” (w kontrze do polityki jagiellońskiej) przeczytał jedynie rozdział podręcznika historii o Mieszku II. Ów nieszczęsny król atakowany od zachodu przez cesarza niemieckiego a od wschodu przez Jarosława Mądrego musiał salwować się ucieczką na południe albo do nieprzychylnych mu Węgrów lub do nie mniej nieprzychylnych Czechów. Wybrał Czechów, którzy nie omieszkali go wykastrować. Obecna sytuacja Polski przypomina, toutes proporcions gardées, tamtą, jedenastowieczną Polskę. Na Litwie, od kilku lat, ponad 50% Litwinów uważa nas za kraj wrogi, w ukraińskim rządzie są ludzie, którzy widzieliby Przemyśl w swoich granicach, Słowacy i Czesi zdecydowanie sprzeciwili się bazom amerykańskim w naszej części Europy na czym Polsce szczególnie zależy. No a Niemcy? Nie ma już chyba wątpliwości, że wieszanie się u klamek Angeli Merkel nie przyniosło Polsce niczego dobrego. Pani Kanclerz nawet nie udaje gdzie są prawdziwe interesy Niemiec. Jeśli dopniemy to wykierowanymi w Polskę rakietami z Obwodu Kaliningradzkiego to mamy obraz efektów pracy naszego kieszonkowego Machiavellego. Jedyna różnica to ta, że nie możemy liczyć na niewątpliwie miły sercu obrazek oskopionych członków rządu gdyż cojones to akurat ta część ciała, której naszym ministrom zdecydowanie brak.

Prowadzona przez Radosława Sikorskiego polityka antyszambrowania u Niemców z jednoczesnymi umizgami do Rosji wydała robaczywe owoce.

Lech Kaczyński jako niepoprawny etatysta nigdy nie był prezydentem z mojej bajki ale jednego mu nie mogę odmówić – zrozumienia strategicznego interesu Polski i działania w jego imię. Prezydent w ciągu 5 lat swojej niedokończonej kadencji odwiedził 16 razy Litwę. Stosunki z naszym sąsiadem były wówczas, mimo istniejących konfliktów związanych z polskimi szkołami czy pisownią nazwisk, co najmniej poprawne jeśli nie przyjazne. Pamiętam jak zaproszona na spotkanie w Pradze z Barackiem Obamą prezydent Litwy Dalia Grybauskajte zrezygnowała ze spotkania na znak protestu przeciw nie zaproszeniu do Pragi Lecha Kaczyńskiego i zorganizowała w tym czasie w Wilnie zjazd prezydentów krajów bałtyckich, Ukrainy, Gruzji i Polski. Tymczasem nasz premier przez 14 lat odwiedził Litwę 2 razy. To pokazuje jakie znaczenie dla obecnego rządu mają relacje z Litwą i szerzej – z krajami bałtyckimi. Gdy w reakcji na usunięcie radzieckiego pomnika z centrum Tallina rosyjscy hakerzy dokonali ataku na serwery estońskiego rządu, Lech Kaczyński udostępnił rządowi Andrusa Ansipa serwery swojej kancelarii. Jeśli do tego dodamy przyjazne stosunki z prezydentem Czech i wszystkie okoliczności związane z wojną w Gruzji to mamy obraz tego w jaki sposób należy pielęgnować stosunki i zdobywać szacunek naszych naturalnych sojuszników.

Tymczasem Radosław Sikorski wraz ze swoim pryncypałem robił i robi co może by pokazać tym krajom „gdzie ich miejsce”. Gdy w 2008 r. będące, na skutek kryzysu, w poważnych tarapatach finansowych Węgry, Łotwa i Estonia zwróciły się do UE o 80 mld euro pomocy dla krajów Europy Środkowo – Wschodniej (a więc i dla nas), Polska nie tylko nie poparła wniosku ale i wyraziła zdecydowany sprzeciw. Chłopcy w krótkich porteczkach zrobiliby wszystko by pokazać Europie, że „nas kryzys nie rusza”. W czasie gdy Polska wetowała rozpoczęcie rozmów Rosja – UE do czasu zniesienia embarga na mięso, Litwa popierała nasze stanowisko, a gdy osiągnęliśmy swoje olaliśmy Litwę i jej wnioski (m. in. dotyczący Gruzji) i sprzeciwiliśmy się jej wetu. Dodajmy do tego jeszcze natychmiastowe uznanie niepodległości Kosowa, które nie przyniosło nam żadnego zysku politycznego a zraziło do nas Serbów.

Lekceważący stosunek do krajów postsowieckich oraz Europy Środkowej i ich instrumentalne traktowanie doprowadziło do tego, że w czasie gdy najważniejsze kraje UE wypięły się na nasze problemy z Rosją, ci, których interes jest taki sam jak nasz nie mają do Polski za grosz zaufania. Jesteśmy sami ze swoją zabagnioną dyplomacją. Radość z uaktywnionego sojuszu USA zniknie wraz z zaostrzaniem się konfliktu w Iraku i pojawieniem się w związku z tym „amnezji ukraińskiej” u Obamy. Polityka zagraniczna Polski jest w rękach dwóch małych, zakompleksionych filistrów, z których jednego ambicje zostały urażone po przegranych wyborach prezydenckich a drugiego po wymuszonej dymisji z Ministra Obrony Narodowej. To ta ich skrajna małostkowość doprowadziła naszą dyplomację do stanu zapaści.

Państwa nie mają sympatii ani antypatii. Państwa mają interesy. A naszym interesem jest nie to, by jakimś tam komisarzem w UE został Polak ale żeby został nim Rumun czy Litwin dzięki naszemu poparciu, żeby sekretarzem NATO został np. Słowak - ale dzięki naszemu poparciu. W naszym interesie leży walczyć w UE o postulaty Węgrów czy Łotyszy jak o swoje. W ten sposób buduje się zaufanie, wdzięczność i szacunek. W ten sposób buduje się pozycję lidera krajów Europy Środkowo – Wschodniej. Z takim liderem będą się liczyć Niemcy, Francuzi i Anglicy. Niemcy ostatnio pokazali nam dobitnie, że nie liczą się nawet z najsłodszym wazeliniarzem.

A propos wazeliniarza. W sumie nieźle by było gdyby tak wzięli Radzia do Unii na ministra. Niech sobie tam ministruje i tam puchnie z dumy aż pęknie,

A chooy, excuzez-moi le mot, z nim.

Ps. Radek znowu dał wczoraj o sobie znać. Otóż wymyślił on, żeby już nie używać określenia Polonia czy Polacy za granicą. Będziemy teraz używać określenia „diaspora polska” jako określenie szersze, obejmujące nie tylko Polaków ale i grupy etniczne kiedyś Polskę zamieszkujące a czujące z Polską jakiś związek. Rozumiem więc, że Litwini z Wilna żyjący przed wojną i ich rodziny mogą czuć się „diasporą polską”, to samo Ukraińcy z Lwowa czy Stanisławowa. Również „disporą polską” może nazywać się połowa ludności Izraela. Skóra cierpnie i włos się jeży na głowie co tam nasi pajdokraci pichcą za ustawę o „diasporze polskiej” (no bo po co ta zmiana?). Że trzepnie to nas – podatników zdrowo po kieszeni to rzecz pewna.  http://wpolityce.pl/polityka/200482-sikorski-szokuje-w-senacie-nie-ma-juz-polonii-jest-diaspora