Rozczarowanie po zwycięstwie? Rozmowa o władzy, suwerenności i złudzeniach prawicy

Przez Blogpress , 28/01/2026 [21:02]

Spotkanie zorganizowane 8 grudnia 2025 roku przez Fundację im. XBW Ignacego Krasickiego i Wydawnictwo "Fabryka Słów"  było publiczną rozmową trzech osób – Rafała Ziemkiewicza, Pawła Lisickiego i prowadzącego Pawła Chmielewskiego, ale bardzo szybko przerodziło się w gorącą debatę o bieżącej polityce, która stała się praktycznym komentarzem do tez książki „Elektorat łyknie wszystko”. Punktem wyjścia była decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o podpisaniu ustawy zakazującej hodowli zwierząt futerkowych oraz odmowa spotkania z Viktorem Orbánem. Te dwie sprawy zdominowały pierwszą część rozmowy i nadały jej ton rozczarowania i niepokoju.

Zdjęcie
Ziemkiewicz, Lisicki i Chmielewski

Rafał Ziemkiewicz podpisanie ustawy futerkowej uznał za decyzję nie tylko gospodarczą katastrofalną, ale przede wszystkim politycznie absurdalną, bo uderzającą w własny elektorat prezydenta i realizującą agendę lewicy. W jego ocenie kampania przeciw futrzarstwu była oparta na emocjonalnej manipulacji i była pierwszym krokiem do ataku na całe rolnictwo i produkcję żywności. Ziemkiewicz widział w tym klasyczny przykład ulegania presji wrogiego obozu ideologicznego, który nie daje w zamian żadnego poparcia. Odwołał się do logiki politycznej znanej z historii: kto próbuje zyskać wrogów kosztem własnych przyjaciół, traci jednych i drugich. Podobnie krytycznie oceniał próbę „przypodobania się” liberalnym elitom, widząc w tym błąd, który już wcześniej popełniali Lech Kaczyński i Andrzej Duda.

Paweł Lisicki w dużej mierze zgadzał się z tą diagnozą, ale przesunął akcent. Dla niego sama ustawa futerkowa była mniej zaskakująca, bo widział w niej konsekwencję wcześniejszego „namaszczenia” Nawrockiego przez Jarosława Kaczyńskiego i jego "obsesji" związanych z „prawami zwierząt”. Za znacznie groźniejszą uznał natomiast decyzję o zerwaniu spotkania z Orbánem. Lisicki interpretował ją jako symboliczne porzucenie idei suwerennościowej polityki zagranicznej, którą Nawrocki głosił w kampanii. W jego ocenie była to realna kapitulacja wobec narracji Donalda Tuska i Radosława Sikorskiego, dzielącej Europę na „proputinowskich” i „prounijnych”. Lisicki mówił o tym w kategoriach racji stanu: Polska – jego zdaniem – nie może oddawać swojej polityki zagranicznej ani Unii Europejskiej, ani Stanom Zjednoczonym, i powinna mieć własną podmiotowość, nawet jeśli oznacza to rozmowy z niewygodnymi partnerami.

Chmielewski próbował w pewnym momencie szukać w tych decyzjach jakiejś „racjonalności”, ale zarówno Ziemkiewicz, jak i Lisicki właściwie ją odrzucili. Ziemkiewicz uznał, że jeśli w otoczeniu prezydenta panuje przekonanie, że przejmując elementy agendy wroga można stać się „prezydentem ponad podziałami”, to jest to głęboko błędne założenie, bo liberalne elity odbierają takie gesty jako słabość. Lisicki z kolei widział w tym brak profesjonalizmu i politycznego doświadczenia – jego zdaniem Nawrocki i jego kancelaria nie umieją jeszcze grać w twardą grę dyplomatyczną i komunikacyjną.

Kiedy rozmowa zeszła na przyszłość prawicy, obaj rozmówcy byli dużo bardziej ostrożni. Lisicki podkreślał, że Nawrocki nie wygrał wyborów dlatego, że był tak silnym liderem, lecz dlatego, że były one plebiscytem przeciwko Tuskowi i Trzaskowskiemu. Wskazywał też, że prawdziwą próbą zdolności przywódczych będzie to, czy prezydent potrafi zbudować szerokie zaplecze wykraczające poza PiS – zwłaszcza że w jego otoczeniu widać wyłącznie ludzi tej jednej partii. Ziemkiewicz z kolei mówił bardziej emocjonalnie o „fali buntu ludowego”, która wyniosła Nawrockiego do władzy, i o tym, że prezydent wciąż ma potencjał, ale już na starcie popełnił dwa duże błędy. W jego optyce prawica przegapiła kluczowy moment po zwycięstwie wyborczym, kiedy rząd Tuska był najsłabszy i można było go realnie docisnąć – a teraz ten moment bezpowrotnie minął.

W tle całej dyskusji przewijał się tytuł książki. Ziemkiewicz tłumaczył, że „elektorat łyknie wszystko” to nie pogarda wobec wyborców, lecz opis mechanizmu marketingu politycznego: ludzie mogą wybierać tylko z tego, co im się podsunie. Jego zdaniem jesteśmy w epoce wyczerpania starych formuł, zarówno lewicowych, jak i prawicowych, i dlatego pojawia się głód „czegoś nowego”, który dziś widać w rosnącej popularności Konfederacji i środowiska Brauna. Lisicki dodawał do tego bardziej pesymistyczną, globalną perspektywę: uważał, że świat zachodni wchodzi w fazę chaosu, w której demokracje tracą zdolność zapewniania ludziom poczucia bezpieczeństwa, a w to miejsce wchodzą nowe potęgi – zwłaszcza korporacyjne – zdolne manipulować zarówno lewicą, jak i prawicą.

Całe spotkanie miało więc charakter gorzkiej diagnozy chwili politycznej. Ziemkiewicz mówił jak rozczarowany, ale wciąż zaangażowany uczestnik prawicowego obozu, Lisicki jak chłodny analityk suwerenności i geopolityki, a Chmielewski jak moderator próbujący wydobyć z ich sporów sens dla czytelników. Z tego zderzenia wyłaniał się obraz prawicy stojącej na rozdrożu: z jednej strony z ogromnym potencjałem społecznym, z drugiej – z ryzykiem, że przez błędy liderów i brak odwagi politycznej znów go zmarnuje.

Tagi