Przypadek czy udany zamach?

Przez fluxon , 09/10/2010 [01:25]

Minęło pól roku od tragedii smoleńskiej i dotąd nie mamy wiarygodnej wersji wydarzeń. Ale czy jest możliwe byśmy kiedykolwiek ją poznali? Moim zdaniem takiej wersji nie doczekamy się, przynajmniej za naszego życia.

Minęło pól roku od tragedii smoleńskiej i dotąd nie mamy wiarygodnej wersji wydarzeń. Ale czy jest możliwe byśmy kiedykolwiek ją poznali? Moim zdaniem takiej wersji nie doczekamy się, przynajmniej za naszego życia.

Na pytanie w tytule odpowiadam sobie tak: jest znacznie więcej przesłanek świadczących o zamachu.

Co to za przesłanki?

1. Tor lotu przy podchodzeniu do ładowania.

2. Rozrzut części samolotu i stan szczątków w miejscu uderzenia

3. Medialna kampania dezinformacji.

Pierwsze: Tor lotu. Z transkrypcji rozmów w kokpicie wynika, ze kpt. Protasiuk włączył automat o godz. 10: 34: 22. Wysokość wynosiła około 500 metrów i dwie sekundy później wypuścili podwozie. Można przyjąć, ze samolot został skonfigurowany do ładowania. Skoro tak, to, dlaczego samolot znalazł sie przy ziemi w odległości nieco większej niż 1000 metrów, choć automat został wyłączony tuz przed katastrofa.

Czy automat został źle zaprogramowany, czy też "oszukany" w jakiś sposób tak, aby doszło do katastrofy?

Faktem jest, że na pokładzie były dwa odbiorniki GPS. Do czego służyły? Czy jeden sterował TAWS, alarmem przed zderzeniem z ziemia? Jeśli tak to, do czego służył drugi? Jeśli sterował autopilotem, to możliwe, że oszukano go za pomocą Mekoningu. Jeśli autopilot był sterowany tylko i wyłącznie autokompasem, to mógł zostać jeszcze prościej oszukany przez odpowiednie zakłócanie radiolatarni.

Mógł być także odpowiednio „uszkodzony” w czasie kontroli technicznej na lotnisku, lub podczas remontu w Samarze. Gwałtowne obniżanie lotu (około 10 m/s w pionie) w ostatniej fazie przed uderzeniem wskazuje, że z autopilotem było coś nie tak.

Brak rozmów na formularzu transkrypcji z ostatniej dramatycznej fazy lotu (dowódca nie odezwał się ani słowem) wskazuje na to, że rozmyślnie zatarto zapis z rejestratora, który świadczyłby o tym, że załoga jest zaniepokojona torem lotu. Jeśli tor tak drastycznie odbiegał od prawidłowego to, dlaczego kontrolerzy powtarzali, że samolot jest na kursie i na „glisadzie”.

Ci kontrolerzy pracowali tam jakiś czas i na pewno na ekranie widzieli, nie jeden raz, jak wygląda prawidłowe podejście, a jak nieprawidłowe. Tezy o starych i niedokładnych urządzeniach nie kupuję, to przykład medialnej akcji dezinformacji.

Drugie: Rozrzut szczątków i ich całkowita fragmentacja wskazują na to, że samolot rozpadł się dosłownie na kawałeczki. Pozostałe większe części to: skrzydła, podwozie i ogon oraz osobno silniki. Tak jakby kadłub uległ rozerwaniu. Sposób rozkawałkowania kadłuba wskazuje, że była bomba na pokładzie, a jej wybuch musiał być objętościowy, nie punktowy.

Czyli prawdopodobnie użyto bomby termobarycznej. Najpierw rozrywa się korpus bomby i uwalnia szybko parująca ciecz, która tworzy aerozol, a następnie następuje objętościowy wybuch aerozolu.

Opowieści o tym, że samolot rozpadł się na kawałki, bo uderzył w ziemię odwrócony na plecy należy traktować jak dalszy element medialnej kampanii dezinformacji. Jeśli uderzył odwrócony, to i tak kadłub powinien się zachować przynajmniej w kilku kawałkach. Co z tego, że dół kadłuba jest wykonany bardziej solidnie niż góra. Jeśli uderzył górą kadłuba w ziemię, to dół powinien się zachować, właśnie ze względu na to wzmocnienie konstrukcji. Zgnieceniu uległaby cześć górna i to byłby dowód materialny upadku samolotu "na plecy".

Trzecie: medialna akcja dezinformacji, uruchomiona tuż po katastrofie. A wiec, najpierw teza o naciskach. Opublikowana w Gazecie Wyborczej, chyba już na drugi dzień i natychmiast podchwycona przez resztę mediów. Trudno określić czy prędzej ta teza ukazała sie u nas, czy w Rosji. 

Druga faza dezinformacji, to nachalne zwalanie winy na pilotów. Pisałem już o takim podłym typie, ale takich jak on jest cała zgraja i z uporem występują w różnych studiach, najczęściej w TVN. Albo z uporem są lansowani. Jeszcze do tego nagonka na 36 pułk za brak szkoleń i brak nalotów. Może jest w tym trochę prawdy, ale intensywność i zaciekłość tej nagonki sugeruje akcję odwracania uwagi społecznej od istotnych zagadnień i pytań.

Takie są przesłanki do tezy o zamachu. Wygląda na to, że zamach polegał i na zakłócaniu podejścia do ładowania i na umieszczeniu bomby, tak na wszelki wypadek gdyby Protasiuk jednak wylądował. Potężna medialna akcja dezinformacji wskazuje na to, że zamach może był planowany i wykonywany w wąskim gronie, natomiast jego beneficjentów było wielu i każdy stara się jak może, aby swoją cegiełkę dołożyć do wspólnego wysiłku. To także wskazuje jak wielu ludziom, i jak bardzo, zależało na usunięciu Prezydenta. Pozostaje jeszcze kwestia tego, kto dokonał zamachu i dlaczego? Na pytanie, dlaczego, znacznie łatwiej odpowiedzieć, bo… „Koń, jaki jest każdy widzi”.

Tym cytatem z Nowych Aten Benedykta Chmielowskiego, chcę dać wszystkim do zrozumienia, że prawda leży na wierzchu i ją widać, ale dla niektórych nie jest to takie oczywiste .

Dlatego chciałbym przypomnieć dwa obrazy, które wryły się w mą pamięć. Obraz pierwszy to zdjęcie w Gazecie Wyborczej, na którym Wajda, w zamierzchłej przeszłości reżyser a teraz szara eminencja grupy trzymającej władzę, ze wzrokiem pełnym wdzięczności klęczy przy grobie żołnierza radzieckiego ze zniczem w ręku, a nad zdjęciem wielkimi literami krzyczy napis: Zapal znicz na grobie żołnierzy radzieckich.

Tak już jest, że ludzie lubią podziękować za pomyślne spełnienie ich intencji. Trockiści i postkomuniści symbolicznie dziękują zniczami na grobach żołnierzy armii czerwonej za to, czego z taką niecierpliwością oczekiwali i co się w końcu spełniło. No, bo przecież nie zamówią mszę w tej intencji!

Ale nie, mylę się, znaleźliby się pewnie dwaj biskupi gotowi taką mszę celebrować.

Drugi obraz, to widok pomnika żołnierzy bolszewickich w Ossowie odsłonięty w rocznicę bitwy warszawskiej. Powstał on na wyraźne polecenie figuranta, który zajął miejsce Prezydenta RP po zamachu stanu dokonanym 10 kwietnia. I tutaj też można domyślać się intencji wdzięczności za coś, co niedawno się zdarzyło, a było tak niecierpliwie oczekiwane.

Jeśli wspomnieć wszystkich figurantów, jacy piastowali najwyższe stanowisko przed Lechem Kaczyńskim i po nim, to mimo wielu wad Kaczyńskiego, błyszczy on na ich tle jak diament w koronie RP. Błyszczy, bo był Prezydentem wyrażającym aspiracje Polski do niezawisłości i samostanowienia. A wszyscy inni byli tylko figurantami wprowadzanymi na to stanowisko tylko po to, aby pilnować wpływów „grupy trzymającej władzę” w interesie jeszcze innych sił działających w jej cieniu.

Dlatego musiał zginąć. Zamach był tym bardziej pożądany, bo nadarzyła się niebywała okazja do unicestwienia polskiej elity wspierającej Prezydenta: generalicji, prezesa NBP, prezesa IPN i wielu prominentnych działaczy PIS.

Na ich miejsce figurant mianował wyznaczonych wcześniej unterfigurantów. Pośpiech był tak wielki, że zadziwił wszystkich urzędników Kancelarii Prezydenta. Mówiono wówczas już o zamachu stanu

Po zamachu odetchnęli z ulgą wszyscy naokoło naszych granic, i z dala też. Co najbardziej gorzkie, z ulgą odetchnęło polactwo, które z ekranów zlizuje medialną papkę TVN-u, Polsatu i innych Super Stacji. Odetchnęło też bezmózgie pokolenie „młodych wykształconych z wielkich miast” nieustannie karmione niechęcią do polskości przez tych z ul. Czerskiej i podmioty od nich zależne.

Sprawcy katastrofy załatwiając własne cele, dobrze propagandowo przygotowali grunt pod jej pozytywny odbiór społeczny. Z tego też powodu nawet skądinąd porządni ludzie starają się nie dostrzegać oczywistych faktów i wolą wierzyć w wypadek, choć ta hipoteza jest o wiele, wiele mniej prawdopodobna.