Tylko politykom łatwo przychodzi mówić o represjach w stanie wojennym. Chwalić się w spocie wyborczym kontaktem z pałą milicyjną. Zresztą zwykle tłumów do słuchania wspomnień nie ma i łatwo stracić nawet najbliższych przyjaciół, gdy zbyt często wraca się do nich.
„...Nigdy nie przypuszczałam, że udowodnienie tamtych represji w wolnej Polsce będzie trwało 2 lata, a skutek niewiadomy mimo dowodów i zeznań świadków.
Jeśli kogoś z dziennikarzy interesuje, jak są traktowani w sądach dawni działacze "Solidarności" w III RP, to zapraszam jutro- 15 VI 2010, na godz. 10- tą do Sądu Najwyższego w W-wie. Sala b”.
Myślę jednak, że winna jestem sobie i moim czytelnikom ów off topic zamieścić w swoim blogu.
Młodym wydaje się, że wszystko, co piszemy o III RP, jest jedynie grą polityczną na użytek nie kończącej się w naszej Ojczyźnie kampanii wyborczej. Tymczasem trudno już, przynajmniej mnie, która doskonale pamięta PRL, oprzeć się wrażeniu, że rzeka wraca do koryta. Z każdym rokiem zamiast stawać się historią wraca zmutowana i straszy już nie tylko w snach.
Można się przekonać samemu, np. sprawdzić, co dzieje się z sędziami czy esbekami, którzy w stanie wojennym wydawali wyroki, donosili, pisali raporty w naszych miastach? Czy rzeczywiście nikomu nie zaszkodzili?
Niejeden piewca III RP może przejrzy na oczy, gdy dowie się, że sędzia ten czy ów ma się całkiem dobrze, tak jak i cały układ koleżeńskich powiązań, a nawet awansował do Sądu Najwyższego, zaś domagający się rehabilitacji ciągani są po sądach i wkrótce będą w oczach nie znających politycznych realiów, takimi samymi oszołomami, jak wydawała się im Ania Walentynowicz, Andrzej Gwiazda czy Krzysztof Wyszkowski.
Takich „oszołomów” mamy obok siebie, w swoich miejscowościach; często biedni, czasem topiący żal i rozgoryczenie w alkoholu. Zwykle jedni z nas, niepozornie borykający się z trudnościami dnia codziennego. Oni więcej mogą powiedzieć niż niejedno opracowanie historyczne. Problem w tym , że ich opowieści nie bardzo nas interesują. Jakże często słyszą nawet od najbliższych; a pocoś pchał się do polityki.
Może warto jednak popytać i zainteresować się, może warto pójść na taki proces jak ten jutro w Sądzie Najwyższym? Jest wtedy szansa, że nauczymy się na cudzych błędach a nie swoich.