Czym skorupka za młodu nasiąknie … Czyli o powiązaniu edukacji z pracą

Przez Tradycjonalizm , 30/12/2014 [14:00]
Należy przyznać, że pracy, którego można z łatwością prześledzić ewolucję po pierwsze nie jest nienasycony. Po drugie obejmuje niekorzystny kurs dla państwa, a tym bardziej dla społeczeństwa.
Należy przyznać, że pracy, którego można z łatwością prześledzić ewolucję po pierwsze nie jest nienasycony. Po drugie obejmuje niekorzystny kurs dla państwa, a tym bardziej dla społeczeństwa. Trzeba również jednoznacznie stwierdzić, że rynek pracy jest coraz mniej powiązany wykształceniem. Najbardziej przyczyniła się do tego stanu rzeczy długotrwała polityka wyniszczania szkół zawodowych i techników, a także zamykanie wielu zakładów pracy. Zauważam z smutkiem, że Polska coraz bardziej staje się krajem tandety oraz idiotów z wyższym, bądź średnim wykształceniem. Którym życie się ogranicza jedynie do pracy w korporacyjnych pudełkach. Mimo że cały czas funkcjonuje wielu zdolnych ludzi to ich zdolności są często niewykorzystywane, lub co gorsze są im często podcinane skrzydła. Nie dawniej jak w wrześniu 2014 roku słyszałem audycję radiową, w której to mówione było o tym, „że już na rynku zaczyna brakować w specjalistów, a w przyszłości będzie jeszcze bardziej ich brakować”, a sama minister edukacji powiedziała że "jeśli rozmontowywaliśmy szkolnictwo zawodowe przez ostatnie kilkanaście lat, to nie jesteśmy naprawić tego przez rok, a nawet pięć lat”. Z związku z tym należy zacząć podejmować zdecydowane kroki do podejmowania zmian zarówno w systemie edukacji, jak nastawienia rynku pracy. Niestety, aby tego dokonać ów zmiany trzeba przeprowadzić reformę szkolnictwa oraz wprowadzić w życie szereg ustaw. Śmiem twierdzić, że gdyby nastąpiła zmiana w zakresie, iż edukacja byłaby ściślej powiązana z wykonywaną pracą, nastąpiłby znaczny spadek bezrobocia, z dużo lepszym skutkiem niż wszystkie niedorzeczne programy, która Unia Europejska proponuje, w tym przede wszystkim dotacje. Kolejną rzeczą, o której myślę, że należy wspomnieć to wraz z zmiana ordynacji edukacyjno-pracowniczej nastąpi wzrost gospodarczy, a jeszcze ważniejsze nastąpi zmiana w nastawieniu młodych ludzi do pozostania w swojej ojczyźnie. Pytaniem podstawowym, jakie należy zadać w omawianej kwestii jest, „jakie zmiany w systemie edukacyjnym powinny nastąpić?” oraz „ jakie zmiany w zakresie prawa pracy, czy też podatkowego należy wprowadzić by uściślić powiązanie edukacji z pracą”. Po pierwsze - promocja szkolnictwa zawodowego, technicznego oraz szkół pomaturalnych z jednoznacznym nastawieniem, na chociaż częściowo płatną praktykę zawodową. Po drugie – zachęcanie zakładów pracy do przyjmowania niewykwalifikowanych lub nie w pełni wykwalifikowanych pracowników, na przykład poprzez nakładanie pewnych ulg podatkowych. Którzy w ramach pracy będą mogli szlifować swoje umiejętności. Po trzeci ratowanie zawodów ginących. Tutaj chciałbym się trochę rozwlec. Mówiąc o zawodach ginących trzeba koniecznie wspomnieć o stanie polskiego rzemiosła. Które znajduje się chyba w najmniej ciekawym położeniu od wszystkich innych zawodów nie należących do zabokoswanych korpozofią. Temat ten jest mi szczególnie bliski z wielu powodów. Czemu uważam, że kondycja nie tyle, co rzemieślników, co rzemiosła jest tragiczna? Według mnie spowodowane jest to głównie importem niewyobrażalnej ilości tandety na rynek, którą można zauważyć zarówno w wielkich centrach handlowych jak i małych bazarach. Nadto uważam, że rozwój rzemiosła na terenie kraju nad Wisłą może przynieść jedynie korzyści. Chociażby w postaci wytwarzanych dóbr/ towarów bardziej lub mniej luksusowych, które można z powodzeniem eksportować, budując przy tym markę narodową. Jeśli się nie zacznie szkolić nowych rzemieślników to w ciągu dwóch, trzech pokoleń rzemiosło przestanie istnieć. Czwartą rzeczą, o której niewątpliwie trzeba wspomnieć powinien być znaczny wzrost znaczenia szkolnictwa wyższego. Czemu ta grupa jest tak istotna? Z kilku powodów. Do wyższych uczelni zwłaszcza humanistycznych trafia duże gro osób, które po ukończeniu jej nie mogąc znaleźć żadnej pracy w tym, co ukończyli bardzo często ulegają presji i poddają się zboksowaniu korporacyjnemu, lub wyjechaniu za granicę w poszukiwaniu lepszych standardów. Zwiększenie znaczenia szkolnictwa wyższego powinno mieć charakter nie tylko dydaktyczny, ale bardziej zapewnienie w większym stopniu niż obecnie zatrudnienia absolwentów. Gdyż trzeba przyjąć maksymę, „że prestiż uczelni nie zależy od tego ile ludzi, z jakim wynikiem ją skończyło, lecz od tego jak ludzie sobie radzą w życiu”. Nie chodzi mi o sama naukę zaradności, lecz o to by każdy mógł się rozwijać, oraz zarabiać zgodnie z posiadającymi umiejętnościami. Myślę, że warto się zainteresować edukacją w szerszym pojęciu niż tylko dydaktycznym, ale także ekonomicznym. Zwłaszcza w kontekście przyszłościowym, zważając na fakt, że zbliżają się wybory parlamentarne 2015.