- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
"Mój 15 i 16 marca w Budapeszcie.."
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
"Mój 15 i 16 marca w Budapeszcie.."
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
W podróż do Budapesztu wyruszyliśmy autokarem 14-tego marca o godz.22.00. z placu tuż za pawilonem "Biedronka" położonym u zbiegu ulic 1-go Maja i Reymonta w Opolu. Po drodze do granicy zabraliśmy jeszcze kilka osób z innych
klubów GP także autokar był zapełniony do ostatniego miejsca . Podróż minęła nam spokojnie i około godziny 8.30 następnego dnia zatrzymaliśmy się tuż przy dworcu kolejowym
"Nyugati" w Budapeszcie . W miejscu gdzie kilka godzin wcześniej witano oficjalnie polską delegację przybyłą na obchody upamiętniające tzw.
"Wiosnę Ludów" czyli zdarzenia z roku
1848 - 49 na cześć których to dzień
15 marca obchodzony jest na Węgrzech jako święto narodowe.
Pozostawiliśmy autokar na parkingu przed dworcem a sami wraz z przewodnikiem panią
Lucyną Farago ( Polką , żoną rodowitego Węgra od lat mieszkającą w Budapeszcie) udaliśmy się do "metra" , by w ten sposób zdążyć na uroczystości w ogrodzie
Muzeum Narodowego zaplanowane na godz. 9.00.
W trakcie uroczystości odegrano i odśpiewano Hymn węgierski . Następnie zespół tańca
"Honved" wykonał taniec
"Palotas" z opery
"Laszlo Hunyadi" Franciszka Erkela. Wszędzie wokół widać powiewające flagi węgierskie i polskie. W tłumie zauważyłem także proporce Litewskie i zdaje się białoruskie.
Głos zabrał w imieniu polskiej delegacji red.nacz.
"Gazety Polskiej" Tomasz Sakiewicz , każde zdanie tłumaczono bezpośrednio na jęz. węgierski. Co rusz zrywały się gromkie brawa. Stojący obok mnie Węgier raz ściskał to znów poklepywał mnie przyjaźnie po ramieniu. Momentami i moje oczy się "pociły". Tego nie sposób opisać kilku słowami. Widać było w Ich postawie dumę i wielką radość z powodu naszego tak licznego przybycia na ich uroczystości. Pomimo "nieprzenikalności" naszych języków , jak widać udało się doskonale nawiązać kontakt i w inny sposób.
Na sam koniec przemawiał także burmistrz Budapesztu
Istvan Tarlos , szkoda tylko że nikt tego na bieżąco nie tłumaczył. Mogliśmy się co najwyżej domyślać sensu Jego wystąpienia po reakcjach samych zgromadzonych tam Węgrów.
Po tej uroczystości udaliśmy się całą grupą do czekającego na nas autobusu przy dworcu kolejowym "
Nyugati" , który zawiózł nas do Hotelu położonego na obrzeżach miasta o nazwie "
Polus" , tam mieliśmy wyznaczone miejsce zakwaterowania.

Po rozpakowaniu i odświeżeniu po długiej podróży udaliśmy się do centrum pod
Węgierski Parlament na plac
Lajosza Kossuth'a.
Z trybuny honorowej przemawiał do tysięcy zgromadzonych Węgrów
Victor Orban obecny premier Węgier. Niektóre źródła podają iż podczas pamiętnego już przemówienia na placu przed Parlamentem pośród tam zgromadzonych było około 7000 Polaków.

W trakcie samego przemówienia odczuwało się niemalże podskórnie , że człowiek ten "czuje swój Naród ciałem i duchem" , wie co dla Nich jest najważniejsze i najlepsze z punktu widzenia Ich interesu narodowego. Stojąc tam pośród tego wielotysięcznego tłumu próbowałem wsłuchiwać się w ton jego wypowiedzi gdyż z uwagi na niemożliwą do przebrnięcia barierę językową , mogłem co najwyżej domyślać się w szerokich zarysach o jakich sprawach mówił do swych braci w tym także , jak się już nieco później miało okazać, nie szczędził też mocnych i zdecydowanych słów krytyki pod adresem zwłaszcza przedstawicieli Unii Europejskiej. Warto zapoznać się z całym tekstem tego wystąpienia . Link znajdziecie Państwo poniżej.
Przemówienie Viktora Orbána w dniu święta narodowego.
Po wystąpieniu premiera
Victora Orbana z wolna zaczęliśmy opuszczać plac
Kossuth'a kierując się w stronę autobusu. Wokoło na chodnikach po obu stronach szerokiej arterii ustawiły się gęsto szpalery mieszkańców stolicy Węgier klaszcząc głośno w dłonie w podzięce za nasze przybycie . Co rusz ktoś z tłumu wykrzykiwał łamaną polszczyzną
"dziękujemy Polacy" bądź
"vivat Polonia". Proszę mi wierzyć że czegoś równie wzniosłego nie czułem od bardzo dawna , jeśli już to było tak w czasach pierwszej
Solidarności. Czegoś takiego nie sposób wyreżyserować, ta spontaniczność i otwartość powodowała i we mnie samym napływ wręcz dumy z poczucia dobrze spełnionego obowiązku wobec naszych braci Węgrów.

zdj:
Paweł S

zdj:
Paweł S
Widząc stojących przy autobusie Polaków co poniektórzy Węgrzy podchodzili do nas i w podzięce częstowali wyborną "Palinką".. Były przy tym uściski dłoni i gorące słowa w większości niezrozumiałe ale czuło się , że są szczere i niosą z sobą ładunek pozytywnych emocji.

Jak na jeden dzień przeżyć było aż nadto. Zmęczeni ale radośni pojechaliśmy do hotelu odpocząć i nieco ochłonąć . W międzyczasie już w autobusie a następnie zasiadając do kolacji w restauracji hotelowej dzieliliśmy się nawzajem wrażeniami z dnia bieżącego. Kolacja smakowała wyśmienicie , kuchnia węgierska jest wyborna , w każdym bądź razie jak dla mnie. Późnym wieczorem wraz z kolegą z pokoju udaliśmy się na krótką przechadzkę uliczkami w pobliżu miejsca zakwaterowania. Pogoda rzeczywiście nam dopisała znaczy się że i Niebiosa sprzyjają Węgrom. Nazajutrz czekał nas kolejny niezwykły i jak się okazało równie wspaniały dzień.
16-marca-2012
/ kolejny dzień na Węgrzech/
Z samego rana około 10.00 nawiedzamy polską parafię , przy okazji uczestniczymy też w odprawionym z tej okazji nabożeństwie

, po czym udajemy się w kolejne ważne także i dla polaków miejsca czyli wpierw pod pomnik
"gen.Józefa Bema"..a następnie pod "tablicę pamiątkową" i obelisk
"Katyński"..

zdj:
Paweł S
Niemalże na zakończenie udajemy się na górę
"Gelerta" zwaną inaczej
"Zamkową" skąd rozpościera się niezapomniany wręcz , zapierający dech w piersiach widok , na cały niemalże Budapeszt , jego lewą i prawą cześć , pomiędzy którymi wije się malowniczo szeroki Dunaj , pospinany kilkoma mostami m.in.
"św. Małgorzaty" czy innym zwanym
"Łańcuchowym"..
Przez niemalże cały czas przemieszczania się po Budapeszcie towarzyszy nam wspomniana wcześniej Pani
Lucyna , nasza przewodniczka , opowiadając arcy ciekawe historie związane z samym Budapesztem , zwłaszcza nawiązując do jego bogatej historii sięgającej opoki rzymskiej po której to w całym mieście można napotkać ruiny , pozostałości dawnych wspaniałych budowli rzymskich.
Późnym popołudniem wracamy do hotelu by się pożegnać z udzielającymi nam gościny gospodarzami hotelu
"Polus" , po czym spakowani i pełni niezapomnianych wrażeń udaliśmy się w długą podróż do Ojczyzny . W drodze powrotnej towarzyszył nam duszpasterz
Ks.Maciej, który zabrał się z nami udając się w odwiedziny do Polski . Pod taką "opieką" czuliśmy się o wiele bezpieczniej.

Wyjechaliśmy późnym popołudniem by po długiej podróży , gdzieś około 2-ej po północy w końcu dotrzeć do Opola. Po drodze znalazł się czas na "różaniec i drogę krzyżową" wszak mieliśmy z sobą przewodnika duchowego , zatem i raźniej było pokonywać trudy podróży. Były i wesołe chwile , niemalże do samego końca rozprawialiśmy o tej wspaniałej przygodzie , cząstce historii , która tworzyła się na naszych oczach i której byliśmy czynnymi uczestnikami.
Galeria zdjęć :
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -
Jeszcze Polska nie zginęła / Isten, áldd meg a magyart
* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

"Andruch" /
Klub GP w Opolu /
http://andruch.blogspot.com/