Czy da się jeszcze opowiedzieć Wcielenie? Teologowie wobec współczesnych obrazów Bożego Narodzenia

Przez Blogpress , 24/12/2025 [11:26]

W czwartek, 4 grudnia 2025 r., w podziemiach katedry św. Floriana, odbyła się dyskusja wokół obrazów tegorocznej edycji projektu „Namalować katolicyzm od nowa”, poświęconej tajemnicy Bożego Narodzenia. W debacie wzięli udział ks. dr hab. Andrzej Draguła, o. prof. Jarosław Kupczak OP oraz ks. prof. Jerzy Szymik. Dyskusję poprowadziła Małgorzata Czajkowska

 

Rozmowa miała charakter gęstej, wielowątkowej refleksji teologiczno-kulturowej nad sensem sztuki sakralnej w ogóle, a szczególnie nad tym, jak współcześni artyści próbują opowiedzieć tajemnicę Bożego Narodzenia. Nie była to dyskusja o „ładnych obrazach”, lecz raczej o tym, czy i w jaki sposób wcielenie Chrystusa wciąż może być czytelne dla współczesnej wrażliwości – estetycznej, egzystencjalnej i duchowej.

Punktem wyjścia stało się wystąpienie ks. Jerzego Szymika, który zaproponował mocną, wręcz fundamentalną tezę: sztuka jest możliwa tylko dlatego, że świat ma strukturę inkarnacyjną. Wcielenie nie jest jednym z tematów chrześcijaństwa, ale zasadą rzeczywistości – skoro Bóg wyraża się w tym, co ludzkie, cielesne i zmysłowe, to właśnie z tego napięcia rodzi się sztuka. W tym sensie chrześcijaństwo nie tylko dopuszcza sztukę, ale jest jej najgłębszym ontologicznym sojusznikiem. ks. Szymik mocno akcentował, że obrona dogmatu o wcieleniu jest jednocześnie obroną sensu sztuki jako takiej. Przywołując Benedykta XVI, podkreślał, że teolog obojętny na piękno staje się teologicznie „niebezpieczny”, bo głuchota na sztukę nieuchronnie zubaża myślenie o Bogu.

Ten wątek podjęli pozostali rozmówcy, ale każdy z innej strony. O. Jarosław Kupczak zwracał uwagę na sakramentalność stworzenia: materia ma godność już z samego faktu stworzenia, a Boże Narodzenie jest jej ostatecznym uświęceniem. W jego ujęciu rzeczywistość odsyła poza siebie, uczy podstawowych kategorii – istnienia, piękna, sensu – które objawienie chrześcijańskie nie znosi, lecz dopełnia. Sztuka, także ta współczesna, ma więc prawo, a nawet obowiązek korzystać z tej pierwotnej „epifaniczności” świata.

Ks. Andrzej Draguła wniósł do rozmowy perspektywę komunikacji religijnej i odbioru społecznego. Z jego wypowiedzi wyłaniał się obraz sztuki, która dziś bywa trudna w odczytaniu, bo nie istnieje już jeden wspólny kod teologiczno-estetyczny. Analizując reakcje studentów – zarówno teologów, jak i świeckich humanistów – pokazywał, że obrazy z wystawy rozpięte są między sceną rodzajową a silnie zsymbolizowaną teologią, co rodzi niepewność: czy mamy do czynienia z wydarzeniem historycznym, czy z kosmicznym misterium? Ks. Draguła zauważał, że młodsi odbiorcy częściej reagują na obrazy, w których Dzieciątko jest ukryte, a Maryja adoruje w ciszy, niż na przedstawienia bardziej „ostentacyjne” czy demonstracyjne. Wskazywał też na napięcie między kanonem wyniesionym z tradycji a współczesnym językiem plastycznym – to, co dla jednych jest poruszające i prawdziwe, dla innych „nie wygląda już jak Matka Boża”.

Najbardziej osobisty ton ponownie pojawił się u ks. Szymika, gdy mówił o swoim pokoleniu – formowanym jednocześnie przez Sobór Watykański II i rewolucję kulturową lat 60. W jego oczach cała wystawa jest próbą odpowiedzi na egzystencjalne pytanie: czy da się żyć w pełnym napięciu między nowoczesną wrażliwością a radykalnym oczekiwaniem wszystkiego od chrześcijaństwa, nie „pękając” wewnętrznie. Szczególnie mocno interpretował obraz Jarosława Modzelewskiego, w którym zmęczenie, smutek i czułość współczesnej kobiety spotykają się z tajemnicą adoracji. Dla Szymika to właśnie tam dokonuje się realne spotkanie łaski z doświadczeniem współczesności – bez sentymentalizmu, ale też bez ucieczki od teologicznej głębi. Jednocześnie podkreślał, że taka sztuka nie jest dla wszystkich: jego 94-letnia matka, głęboko wierząca, nie potrzebuje tego rodzaju estetycznego dialogu, co pokazuje, jak silnie sztuka religijna związana jest z doświadczeniem pokoleniowym.

Rozmowa o konkretnych obrazach odsłaniała różnice w wrażliwości i akcentach teologicznych. O. Kupczak bronił prac Jacka Hajnosa, widząc w nich radość wcielenia przeżytą „do końca”, niemal bez dystansu – Maryję i Józefa jako ludzi całkowicie zanurzonych w szczęściu i bliskości Boga. Dla niego to nie infantylizacja, lecz radykalne przypomnienie, że wcielenie przynosi nową jakość życia w sam środek „łez padołu”. W obrazie Wojciecha Głogowskiego akcentował z kolei motyw spojrzenia: oczy Maryi i Dzieciątka jako oczy nowej Ewy i nowego Adama, patrzące na świat bez ciężaru grzechu, a jednocześnie solidarnie z ludzkim cierpieniem.

Ks. Draguła natomiast konsekwentnie wracał do pytania, jak teologiczny „nadmiar” lub jego brak wpływa na odbiór. Wskazywał, że niektóre obrazy – jak te silnie kosmologiczne Jacka Dłużewskiego – fascynują czytelnością symboliki, inne zaś gubią odbiorcę przez zbyt prywatny szyfr teologiczny. Podkreślał też, że problemem współczesności nie jest brak wiary w „jakiegoś Boga”, lecz trudność przejścia od Boga-hipotezy do konkretnej historii Jezusa Chrystusa. W tym sensie sztuka sakralna – podobnie jak kaznodziejstwo – ma dziś do opowiedzenia jedną, niezmienną historię, choć w coraz bardziej zróżnicowanych językach.

W końcowych partiach rozmowy mocno wybrzmiał wątek współczesności jako wyzwania, a nie zagrożenia. Ks. Szymik z entuzjazmem mówił o obrazie Grzegorza Wnęka, gdzie młody człowiek fotografuje Dzieciątko smartfonem, widząc w tym symbol spotkania łaski z kulturą postmodernistyczną. Podkreślał, że – jak pisał Ratzinger – nie ma kultury niezdolnej do chrztu. Ks. Draguła przywoływał z kolei interpretacje studentów, którzy w niektórych przedstawieniach dostrzegali młodość, międzykulturowość, codzienność i „zwyczajność” Świętej Rodziny, odczytując to jako próbę wyrwania Bożego Narodzenia z muzealnego czasu i miejsca.

Cała rozmowa układała się w przekonanie, że wspólnym mianownikiem prezentowanych obrazów nie jest jeden styl ani jedna teologia, lecz odwaga mierzenia się z tajemnicą wcielenia w świecie, który utracił wspólny język sacrum. Napięcie między wiernością dogmatowi a mówieniem językiem współczesności nie zostało rozwiązane – i, jak sugerowali rozmówcy, nie powinno zostać rozwiązane. To właśnie w tym napięciu sztuka sakralna zachowuje żywotność i sens.

Relacja: Bernard