Były minister MSZ uważa, iż "straciliśmy prestiżowo jako Polska" domagając się swojej racji gdy Ukraina krwawi". Już od pierwszego dnia, gdy Niemcy zaatakowali 1 września 1939 roku Polskę, wykrwawili się wracający z frontu żołnierze Wojska Polskiego i uciekinierzy z centralnej Polski pod ukraińskimi siekierami, i potem, po 17 września 1939 roku, gdy Rosja zaatakowała. Barbarzyńcy OUN UPA są gloryfikowani od 1990 roku, gdy odradzał się integralny nacjonalizm, a rządzący Ukrainy i Polski nie protestowali i nadal nie protestują.
Podczas pielgrzymki Światowego Kongresu Kresowian, jego prezes Jan Skalski, wspomniał o oficjalnej wizycie w 2017 r. ministra MSZ Witolda Waszczykowskiego we Lwowie, gdzie chciał złożyć kwiaty w miejscu straceń i kaźni Polaków, w więzieniu przy ulicy Łąckiego (100 % załogi tego więzienia w okresie zarówno okupacji sowieckiej jak i niemieckiej stanowili Ukraińcy).
Przy wejściu napis w języku ukraińskim i angielskim głosi, że tutaj więzienie dla " represyjnej policji trzech okupacyjnych reżimów, POLSKIEGO, NAZISTOWSKIEGO, SOWIECKIEGO . Polacy byli OKUPANTAMI Lwowa w latach 1918-1939". Powyższe wynika ze sformułowań programowych OUN z 1929 roku, zgodnie z którymi usunięcie "zajdów", "czużyńców", "okupantów" miało nastąpić w "toku rewolucji narodowej", ta zaś, według ocen OUN Bandery, rozpoczęła się po okupacji niemieckiej Kresów Wschodnich II RP ".(Wiktor Poliszczuk, 1998, Potępić UPA!)
Po otrzymaniu odpowiedzi od dyrektora muzeum, iż jest to oficjalne stanowisko państwa ukraińskiego, minister Waszczykowski zakończył swoją wizytę i wrócił do Polski.
To jest sposób działania naszych władz, które w całości popieramy – powiedział Jan Skalski, prezes światowego Kongresu Kresowian. Czy dlatego Witold Waszczykowski był ministrem MSZ tylko do 2018 roku, gdy zastąpił go Jacek Czaputowicz?
"Już pierwszego dnia sowieckich rządów we Lwowie do więzienia przy ul. Łąckiego zaczęli napływać aresztowani Polacy. Był wśród nich prezydent Lwowa Stanisław Ostrowski, Stanisław Grabski, Adam Baczyński i wielu innych. Więzienie przy ul. Łąckiego było także miejscem wykonywania wyroków śmierci, wydanych na polskich patriotów przez sowieckie sądy – 24 lutego 1941 r. wykonano tu wyrok na trzynastu dowódcach Obszaru Lwów organizacji ZWZ–1, skazanych na karę śmierci 20 listopada poprzedniego roku.
W dniu wybuchu wojny sowietów z Niemcami załoga więzienia przystąpiła do rozstrzeliwania więźniów. Ludzi mordowano w celach i piwnicach; zwłoki zamordowanych pozostawiono na miejscu egzekucji lub zakopano na podwórcu więziennym w trzech wielkich jamach. Po ucieczce NKWD, 28 czerwca 1941 r., mieszkańcy Lwowa wtargnęli na teren więzienia „Łąckiego” i odkryli tam setki ofiar popełnionej zbrodni. Część ciał nosiła ślady sadystycznego znęcania się: zdzierania skóry, obcinania palców itp." (Sławomir Kalbarczyk ,IPN)
„W nocy 22 IX 1939 armia sowiecka zajęła Lwów. Wchodziliśmy w pierwszą fazę naszego nowego życia. Wiedzieliśmy, że bolszewicy tu zostaną, na to rady nie ma, że musimy przetrwać aż do dalekiej wiosny. Z radia, a to z głośników, które się natychmiast po naprawie elektrowni pojawiły na rogach głównych ulic, dowiedzieliśmy się jeszcze o czymś innym, mianowicie o tym, że Lwów jest stolicą „Zapadniej Ukrainy” wchodzącej do wielkiej rodziny szczęśliwych narodów Sowieckiego Sojuza.
Ukraińskie miejscowe komitety zaczęły wyrastać jak spod ziemi. Pałac Gołuchowskich, naszych przyjaciół , został zajęty na siedzibę ich centrali. Był to jeden z pierwszych aktów skierowanych przeciwko własności prywatnej.Podczas dość już utrudnionej wyprowadzki dzieci właściciela porwałam ze strychu zajętego już pałacu jedenaście koszul frakowych po śp. ministrze Agenorze Gołuchowskim. Cenną zdobycz zaniosłam natychmiast tak zwanemu Komitetowi Krakowskiemu, który opiekował się ludnością przybyłą z Krakowa. Na czele Komitetu stali wówczas profesorowie Kot i Goetel.
Zapotrzebowanie na wszelkiego rodzaju garderobę męską było oczywiście gwałtowne. Ministerialne frakowe koszule, uzbrojone zresztą w groźne "vatermoerdery" (wysokie, sztywne kołnierze), zostały więc przyjęte entuzjastycznie i wylądowały natychmiast na grzbietach potrzebujących. Trudno się było przeciskać ulicami, gdyż dosłownie cala Polska tu się zjechała. Po chodnikach poruszać się nie można było wcale. Cisnęły się tam setki tysięcy ludzi, którzy w bezmyślnej ucieczce, bombardowani wielokrotnie w drodze, utraciwszy wszelkie mienie i nieraz kogoś z najbliższych, tutaj się zjechali, a teraz nie mieli pojęcia, co dalej ze sobą robić. .(Karolina Lanckorońska, Wspomnienia wojenne. )